poniedziałek, 5 kwietnia 2021

żeglarskie siostry...

....dzień dobry po długiej przerwie...
...nie pamiętam ile to już razy próbowałam powrócić do bloga, odkurzyć go nieco i zacząć znów pisać regularnie... ech... życie... nie wiem, czy uda się tym razem... ale mam cichą nadzieję, że skoro "w międzyczasie" tak wiele uszyłam i tak dużo różnych projektów zmaterializowałam przy maszynie, to mam mnóstwo opowieści w zanadrzu i może uda się je w większości zapisać....
 
....zatem - dzień dobry! miło mi, że jesteście tu 😊
mam dziś dla Was historię o dwóch patchworkach - wydawałoby się niemal identycznych na pierwszy rzut oka:


oczywiście od razu widać, że różnią się przede wszystkim rozmiarem... ale też przeznaczeniem - ten z lewej to narzuta na wielkie małżeńskie łóżko, ten z prawej - obraz na ścianę... dlatego też różni je sposób wykończenia, rodzaj wypełnienia, a nawet nieco sposób pikowania oraz metoda aplikacji, którą zastosowałam "rysując" żaglówki...
 
zacznijmy od początku...
 
 żaglówka dla Basi

...uszyłam tę narzutę dla Basi, której zależało, by pojawił się na niej motyw żeglarski oraz by była bardzo patchworkowa (po prostu 100% patchworku w patchworku)... obejrzałyśmy zdalnie, choć wspólnie sporo zdjęć rożnych quiltów i Basia wskazała na taki zszywany z wielu paseczków ułożonych trochę jak cegły w murze... to uruchomiło nam pomysły w głowach - wspólnie ustaliłyśmy, że patchwork powstanie z męskich koszul w paski i kratki (idea patchworkowego recyklingu 😀), będzie cieniowany, z sylwetką żaglówki w centrum i granatową ramą...
wyjęłam na wierzch więc zapasy niebieskich koszul i zaczęłam pracę... 



długo nie było widać "co to z tego wyjdzie" 😁 paseczki, paseczki, paski, kratka, paski 😀
...pod koniec zszywania topu oraz przy robieniu tzw. kanapki bardzo pomogła mi Joasia - już nie pierwszy raz pracowałyśmy w tandemie - polecam! cięcie, zszywanie, prasowanie idzie szybciej na cztery ręce... no i wartość dodana to wzajemna motywacja, burze mózgów i mnóstwo śmiechu...
wspólnymi siłami w jeden wieczór stworzyłyśmy też plecki do tego kolosa - bardzo patchworkowe i mocno w duchu zero waste... nic się nie marnuje!
ten wielki patchwork mógł zmieścić się tylko u Asi w salonie i to po odsunięciu kanapy!
 


...potem już "tylko" pikowanie.... morze pikowania.... ocean... i bezkres nieba...



....byli tacy, co zaglądali z ciekawością (żeby nie napisać - przeszkadzali)
 

aż wreszcie lamówka, z resztek a jakże! 
i szybkie fotografowanie z wielką pomocą Grzesia, męża Asi
(kto próbował sfotografować takiego wielkoluda w szaroburym mokrym listopadzie, to wie z czym się zmierzyliśmy)




Dane techniczne:
rozmiar - 238 x 227 cm
materiały - bawełnianych męskie koszule, granatowa bawełna (Ikea) i "zwykła" ocieplina
techniki - patchwork, aplikacja z podwiniętym brzegiem (przyszyta ściegiem prostym), pikowanie z wolnej ręki

patchwork odbył długą podróż, z kilkoma przygodami, ale szczęśliwie w końcu dotarł do Basi. Ucieszył, wzruszył, zachwycił  💙  i to jest najpiękniejsze w mojej pracy.


żaglówka dlaTaty

...gdy skończyłam żaglówkę dla Basi, pokazałam zdjęcia mojemu Tacie, który z basiowymi Rodzicami zaprzyjaźnił się w czasach studenckich jeszcze....
Tato był zachwycony... kilka razy rozmawialiśmy o tym patchworku... i gdzieś wśród tych rozmów padło pytanie, czy może mogłabym kiedyś uszyć taki dla niego, ale na ścianę... Basieńka zgodziła się na taki plagiat bez wahania... pozostało mi tylko uzupełnić koszulowe zapasy i znaleźć czas wśród rozmaitych pilnych rzeczy do uszycia...
 
i tu - jak zawsze - z pomocą znów przyszła Asia (blog Joasi) 💙
po pierwsze zrobiła dla mnie niebieskie koszulowe zakupy w szmateksie, a po drugie w jedną naszą "szyciową środę" posadziła mnie przy swej maszynie, a sama jako asystentka cięła i prasowała na bieżąco paski z owych koszul... potem zmiana ról... i szycie tła poszło migiem... zdażyłyśmy tego wieczoru popełnić jeszcze patchworkowe torby na charytatywny kiermasz dla Ani (zbiórka dla #dzielnaAnia
po trzecie Asia podpowiedziała mi jak przygotować patchwork do rozpięcia na ramie i jak tę ramę zrobić... 
 
...postanowiłam zdążyć z uszyciem całości do końca marca, ponieważ 31.03. mój Tato ma urodziny i chciałam podarować mu żaglówkę właśnie w ten dzień...
nie było łatwo, ale udało się! spieszyłam się, więc nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć z procesu szycia... ale kilka fotografii mam:
 
przyszywanie aplikacji 

 
 kanapka
 
 
pikowanie


i skończona praca (na tle mojej ściany)

tu kolory na zdjęciu kompletnie mi nie wyszły, ale za to boczne światło uwydatnia pikowanie :-)

 

i na koniec kilka zdjęć już w miejscu docelowym - u Taty 💙

 i zdjęcia zrobione przez Tatę:


Dane techniczne:
rozmiar - 80 x 120 cm
materiały - bawełniane męskie koszule, granatowa bawełna (Ikea) i cienkie wypełnienie przeszywane
techniki - patchwork, aplikacja zwykła przyszywana zygzakiem, pikowanie z wolnej ręki
drewniana rama wykonana przez mojego męża 💙

Prezent niezwykle udany - było kompletne zaskoczenie i wielka radość Taty 😀 pojechaliśmy w odwiedziny wyposażeni w wiertarkę - raz dwa i żaglówka trafiła na swe miejsce...

💙💙💙 Asia - dziękuję za wszystko!!! 💙💙💙

....ufff..
długa opowieść mi wyszła... oj długa... myślałam nawet, by podzielić ją na dwie części, ale te żaglówki są trochę jak siostry... nie wypadało rozdzielać ich historii, wybaczcie...

pozdrawiam najcieplej,
do następnego razu


środa, 19 lutego 2020

"Kalejdoskop szczęścia" - czyli quilt długodystansowy


....to będzie bardzo zaległa opowieść, na dodatek o długodystansowym szyciu :-)
jej bohaterem jest narzuta nazwana "Kalejdoskop szczęścia", którą uszyłam w prezencie ślubnym dla Kasi i Mateusza:


Kasia to bratanica mojego męża... oboje z Mateuszem są uśmiechniętymi, dobrymi Ludźmi i stanowią niezwykłą parę... na wieść o ślubie powiedziałam: "bez patchworka się nie obędzie", a to ogromnie ich ucieszyło :-) wysłałam im link do moich zbiorów inspiracji patchworkowych na Pinterst, by wskazali mi kierunek w projektowaniu narzuty...
...po jakimś czasie było wiadomo - duża narzuta, najlepiej tęczowa, kolorowe kalejdoskopy, tkaniny z recyklingu :-)
...zabrałam się do pracy, choć nie było to proste - mała M. miała zaledwie kilka miesięcy, więc czasu na szycie tyle, co nic, a ślub tuż tuż... wiedziałam jednak, że jeśli nie zdążę - zrozumieją :-)
...pożyczyłam od Asi (Jart's) trójkątną linijkę, przeszukałam półki z tkaninami w pracowni i przywiozłam do domu niemal wszystkie koszule w paski i kratki... a potem cięłam i zszywałam... układałam na próbę... szukałam w stercie koszul kolejnych kolorów i znów cięłam, zszywałam, układałam... 
patchwork podczas przymiarek powoli przestawał się mieścić na dostępnym kawału podłogi...

 w końcu po ustaleniu ostatecznego układu bloków mogłam zacząć zszywać -
najpierw w segmenty, później w pasy i wreszcie w całość...



...przyszedł czas na skrojenie i doszycie ramki... tu utknęłam - brakowało mi kolorów! brakowało mi czasu i siły! brakowało weny!... czas płynął nieubłaganie, a ja niemal nie posuwałam się do przodu z pracą :-(
...nadszedł sierpień 2018... oczywiście ślub odbył się w zaplanowanym terminie ;-) i było pięknie... Kasia i Mateusz otrzymali od nas w dniu uroczystości w prezencie coś innego oraz moje zapewnienie, że narzuta będzie.....
przełamanie kryzysu i wydłużanie doby zajęło mi sporo czasu... ale w końcu się udało i dokończyłam top... top-gigant, bo przed pikowaniem miał rozmiar 246 cm x 214 cm... w przygotowaniu spodu z pomocą przybyła nieoceniona Asia (Jart's) - zabrała ode mnie wszystkie niewykorzystane trójkąty, zapytała o wymiary wierzchu i jeszcze tego samego wieczoru zameldowała, że spód uszyty!  


 Asia - dzięki!
 niedługo potem umówiłyśmy się na wspólne spinanie tej kolosalnej kanapki:


ze zmęczenia dostałyśmy oczywiście głupawki :-)

ufff.... kolejny etap pracy zakończony...
nastąpiło pikowanie... niezbyt skomplikowane, by nie zagłuszyć ciekawych geometrycznych efektów uzyskanych dzięki tkaninom w paski i kratki... zatem część główną pikowałam podwójnymi liniami równoległymi do szwów z użyciem stopki z górnym transportem, a ramkę - z wolnej ręki w motywy a'la liście czy pióra...
brzmi niewinnie, ale pikowałam i pikowałam... i pikowałam...

był już marzec 2019...
przez przypadek przeczytałam o patchworkowym wyzwaniu-konkursie organizowanym przez Craftoholicshop... postanowiłam zmierzyć się z czasem i zdążyć wziąć w nim udział... zmobilizowałam wszystkie siły ;-) po kilku naprawdę długich wieczorach mogłam wreszcie zacząć przygotować lamówkę z kolorowych pasiastych resztek, z jasną wypustką:


 ...udało się! poczułam ogromną ulgę i radość... i ekscytację, że nareszcie będziemy mogli zawieźć Kasi i Mateuszowi ów "przeterminowany nieco" prezent :-)
umówiliśmy się na herbatkę i pojechaliśmy całą rodziną... po drodze robiąc przystanek przy zielonogórskim amfiteatrze, by wykonać kilka zdjęć w plenerze... było wiosennie i przyjemnie:



  a tu już "Kalejdoskop Szczęścia" w swoim nowym domu czyli u Kasi i Mateusza
kontrola jakości - mała M. :-)


...to był piękny dzień! było radośnie, wzruszająco, wspaniale... Kasia i Mateusz zachwyceni... ja dumna... a wszyscy razem zaskoczeni, że odcienie zieleni narzuty idealnie współgrają z kolorem ścian pokoju... patchwork po prostu był w domu :-)
nareszcie! :-)
niechaj cieszy, zdobi, grzeje... niech długo służy!

Kasi i Mateuszowi dziękuję za cierpliwość i zrozumienie...
Joasi (Jart's) za pomoc wszelką!

****
Dane techniczne
wzór: kalejdoskopy (inspiracją były różne quilty obejrzane w Internecie, uszyte z tkanin w paski)
rozmiar: 241 x 206 cm (przed pikowaniem 246 x 214 cm)
tkaniny: recykling - tkaniny pochodzące z używanych koszul i bluzek (ponad 70 różnych wzorów)
spód: bawełniana surówka
wypełnienie: poliester kanalikowy 180 g/m2 od Kiltowo
pikowanie: równolegle do szwów oraz z wolnej ręki
czas powstawania: czerwiec 2018 - marzec 2019




P.S.
kilka dni później otrzymałam wiadomość, że "Kalejdoskop szczęścia", którego zdążyłam zgłosić w terminie we wspomnianym wyżej wyzwaniu #Craftopatchwork, otrzymał nagrodę w kategorii technika :-) 
...wiele szczęścia mieszka w tym patchworku :-)

piątek, 6 grudnia 2019

być Elfem :-)

....wiecie jak to jest być pomocnikiem Świętego Mikołaja?
...ale nie tak tylko - do sklepu, do kasy, do skarpety i już... choć wiadomo - tak też jest super i przyjemnie!... bo obdarowywanie jest w szczególności przyjemne ogromnie :-) 
...mam jednak na myśli pracę w tajemnicy w mikołajowej manufakturze prezentów... pomaganie do późnej nocy nie raz nie dwa... w pośpiechu - bo dużo dzieci do obdarowania... z księgą imion na podorędziu... w twórczym bałaganie czasem, jak to w warsztacie... no wiecie - mam na myśli bycie elfem przez chwilkę ;-)
...ja to już wiem... wiem jak jest... że są tajemnice, zapiski w księdze... burza pomysłów...  że dużo dużo pracy... niekiedy z przygodami (takie tam prucie czy awaria pewnej bardzo ważnej śrubki w maszynie "akurat teraz")... ale jest też mnóstwo dobrych myśli, sporo śmiechu, radosny twórczy zapał... pomoc innych elfów... słowem - cudnie jest, choć wcale nie tak łatwo! 
...a ponieważ dziś rano prezenty trafiły już do dzieci - mogę Wam pokazać w czym pomagałam Mikołajowi :)
...w pracowni powstały poduszki "Kocie oczy" dla uczniów pewnej klasy drugiej... mają towarzyszyć dzieciom podczas szkolnych "zajęć na dywanie"... w zabawie i odpoczynku...
...aby każdy dostał swojego własnego kotka i nie mylił go z innymi - wszystkie poduchy mają z tyłu wyhaftowane imiona lub ksywki dzieci... elfom, które poprosiły o pomoc zależało na tym, by napisy odzwierciedlały sposób, w jaki dzieci mówią do siebie na co dzień...
...trzy kolory tkanin, kilka odcieni zielonego na oczy, mnóstwo nosków i wąsów do naszycia...

tak to wyglądało w trakcie pracy:



nocne zdjęcie po zszyciu wszystkich kotków

w dwuszeregu zbiórka :-)


oprócz kotków dla dzieci powstała też poduszka wyjątkowa - dla wychowawczyni...
co prawda na pewnym etapie całej akcji pani Bożena była także pomocnikiem Mikołaja... ale kto powiedział, że pomocnicy nie mogą dostać prezentu, uszykowanego w tajemnicy? :-)




...na prośbę pomocników poduszki zostały zapakowane do dużego worka, który dziś rano miał czekać na dzieci przed klasą... powstał więc wór odpowiednich rozmiarów :)


 na pierwszym zdjęciu worek wygląda dość niepozornie... ale spójrzcie na to - obok stoi elf o wzroście ponad 190 cm... jest moc :-)

 ...w trakcie pracy doszły mnie słuchy, że większość dzieciaków z klasy już nie wierzy w Świętego Mikołaja - "wiedzą jak to jest z tymi podarkami"... tak? taaaaak?! pomyślałam... och, to przywróćmy trochę magii i zasiejmy ziarenko wątpliwości... Mikołaj miał z tym workiem coś wspólnego czy nie? hmmmm... hihihi...



...bycie elfem jest super! 
...choć to był niełatwy, intensywny czas, będę go wspominać z przyjemnością!...
...i jeszcze nie raz będę dziękować Asi (Pracownia Jart`s) za pomoc w misji, śmichy-chichy po nocy przy szyciu i mnóstwo pozytywnej energii...


......chciałabym zobaczyć miny dzieciaków dziś rano... i pani Bożeny, gdy na dnie worka znalazła zieloną niespodziankę :-)

Paweł - dziękuję! za zaufanie, wszystkie rozmowy i za możliwość bycia elfem :-)...

mikołajkowo ściskam