Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drobiazgi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drobiazgi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2018

o przeganianiu smutków....

...było tak:
pewnego razu Ktoś był smutny i potrzebował pozytywnej, zielonej energii...
szukałam sposobu... i właśnie wtedy dostałam od mojego Taty tkaninę z potencjałem w postaci starej zasłony... od razu wiedziałam co z niej będzie i dla Kogo :)
...tkanina o pięknym roślinnym nadruku i grubym, ale rzadkim splocie, wymagała wzmocnienia... zrobiłam więc patchworkową kanapkę nieco odwrotnie: pod wierzch podłożyłam cieniutkie jasne płócienko i dopiero wypełnienie... płótno miało za zadanie nie przepuścić włókien wypełnienia na zewnątrz przez luźno tkaną materię wierzchu...
...a potem nagle mnie samą dopadły smutki.... ot, życie... zabrałam się więc za pikowanie z podwójną misją: "zatłuc" smutki własne i czym prędzej uszyć dla Kogoś coś anty-smutkowego :)
każdą wolną chwilkę spędziłam przy maszynie gorliwie wypełniając obie misje...
pomogło mi! :)
...po czym spakowałam "uszytek" oraz kilka drobiazgów i wysłałam na niemal drugi koniec Polski... już są na miejscu... i... chyba też pomogło :)

foto kronika zdarzeń:





kieszonka na dobre myśli ;)

smutkom wszelkim, zwłaszcza tym jesiennym, mówimy stanowcze "eeeeee taaaaam! i sio!"
....jeszcze mam kawałek tej zasłony, jakby co :)
 nie dajcie się smutkom!

środa, 27 czerwca 2012

czarne i białe myśli różne...

...ciężki dzień... rozsypanka... siły nadwątlone... ech... 
a za oknem deszcz... znów niestrudzony jest w padaniu... aż nie chce się wierzyć prognozom, że od jutra będzie cieplej, cieplej i gorąco... i ponoć słonecznie... hmm... zobaczymy...
mimo wielkich chęci i prób mobilizacji nie idzie mi dziś szycie... próbuję i pruję mówiąc w skrócie :) tak czasem bywa...

dziękuję Wam bardzo za miłe słowa o "hodowli motyli"... te ciepłe komentarze dodały skrzydeł... i to mnie, a nie motylom (bo te już swoje mają) :))  czuję się naprawdę uskrzydlona!.... i.... coś mi się zdaje, że nazwa dla narzuty właśnie "się" znalazła... nie ja ją wymyśliłam - gdy w jednym z poprzednich postów wspomniałam o kłopotach z nazwą dla motyli, Iris zaproponowała kilka pomysłów, w tym "Uskrzydloną"... chodziły mi po głowie te propozycje, chodziły, chodziły... aż dziś, próbując określić swój stan ducha po przeczytaniu Waszych komentarzy, odnalazłam w sobie to słowo: uskrzydlona... niechaj i tak będzie :-))
bardzo się cieszę :)  Iris - dziękuję Ci pięknie za pomoc :-*

...o... i napisał się tym sposobem post kontrastowy.... rozsypanka po trudnym dniu oraz uskrzydlenie i radość z małych rzeczy w jednym.... hmmm... miałam zamiar Wam pokazać dalszy etap pikowania narzuty, ale taki wstęp o wiele bardziej pasuje do uszytych kilka tygodni temu czarno-białych poduszek... no wiem, że "znowu" poduchy... wiem... jednak ten czarno-biały zestaw jest właśnie taki jak moje samopoczucie dzisiaj  - kontrastowy :-)))

 duet kontrastowy...

obie poduszki mają jasny tył, by nie było za ponuro :)

***
a żeby nie było, że same poduchy (i motyle) szyje człowiek :-D dorzucę zdjęcia "tworzenia zwykłego" - woreczki gimnastyczne, które uszyłam dla klasy Młodszego... co prawda dopiero niedawno, czyli pod koniec roku szkolnego, ale z pewnością przydadzą im się zaraz po wakacjach... dwadzieścia kawałków tkanin, trzy kilogramy kaszy i ryżu, lejek i dwie wolne godzinki  to mój przepis na wesołe pomoce szkolne :-))
 
dziękuję, że zaglądacie...
utulam cieplutko :)
Wasza

niedziela, 3 czerwca 2012

Gwiazdy dla Bobe Majse...

 Bobe Majse... blog judaistyczny... zaglądam sobie, poznaję, odkrywam, podziwiam... zachwyca mnie wiedza i szacunek... spojrzenie Oli (fachowym okiem) na sprawy, zdarzenia i "pozostałości"... i piękne fotografie Piotra....
mam szczęście... Olę i Piotra poznałam osobiście - dzięki splotowi okoliczności, blogowi oraz "temu szalonemu" pomysłowi, by ponad 500 km od domu umówić się z Nieznajomymi Ludźmi na herbatę :) było cudownie, a potok słów płynął i płynął..... od tamtego spotkania minęło już sporo czasu i mnóstwo maili, trochę rozmów telefonicznych i kilka kolejnych spotkań, jeśli tylko była możliwość....
och, bo po prostu wyrosła nam przyjaźń :-)

od dawna wiem (zresztą Ola przyznała się kiedyś do tego nawet na blogu), że Bobe Majse ma dwie słabości - wszelkie Gwiazdy Dawida oraz ślady po mezuzach... zapamiętałam :)
kiedyś udało mi się sfotografować dla Bobe Majse Gwiazdę w Poznaniu... przypadkiem i niespodziewanie wypatrzyłam ją na pewnej bramie... historię tego zdjęcia oraz samo zdjęcie znajdziecie u Bobe Majse tutaj... 

idąc śladem myśli o bobemajsowych Gwiazdach Dawida uszyłam dla Oli i Piotra brązowo-błękitny komplecik... odcienie gorzkiej czekolady (a wiecie - czekolada na gorąco to z kolei słabość ino-ino) i błękitnego nieba (takiego "ino-ino" właśnie)... komplet powstawał etapami i dość długo - najpierw, ofiarowany jesienią, dwuosobowy zestaw podkładek pod talerze i kubki... a potem, wiosną,  poduszki z tych samych tkanin... teraz wszystko to jest już razem, więc mogę i Wam pokazać...

podkładki w zestawie duo :))
niebieska tkanina na dużej podkładce to kieszonka na sztućce
 mała Gwiazda Dawida
 maleńka Gwiazda Dawida

poduszki z Gwiazdą dużą.....

... Olu, Piotrze - dziękuję, że jesteście...

środa, 2 maja 2012

fiołkowe wspomnienie...

...dziękuję Wam za pozostawione pod poprzednim postem słowa...
...bardzo... po prostu...

.... Niedzielko, przypomniałaś mi swoim wpisem, że tak właściwie to ja tu nie pokazałam okładki z fiołkiem... choć jest tu z nami cały czas - w pasku bocznym stanowi zaproszenie do albumu z moimi pracami (skądinąd zaniedbanego bardzo, bo wciąż doba za krótka, by aktualizować archiwum uszytych rzeczy)... to jednak nie doczekała się osobnego posta i kilku słów choćby...
czas to naprawić...

oto przed Wami okładka z fiołkiem
 
 
...na poezje Gałczyńskiego... mój ukochany egzemplarz - wyjątkowy, jedyny i sentymentalny... odziedziczony po Mamie... z karteluszkami wśród stron, z zapiskami, z zakładkami z ususzonych fiołków...

okładka uszyta jest techniką PP... powstawała trochę w domu, potem na spotkaniu robótkowym w Krakowie - mieście Zaczarowanej Dorożki, a na koniec na werandzie domu nad Bobrem podczas wyciszających wakacji...
Niedzielko - raz jeszcze dziękuję Ci za tamto spotkanie i Twą wiarę w fiołkowy pomysł...


ile razy jadę do Krakowa, tyle razy w kieszeni torby fiołkowe wiersze ze mną......

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

kocięta :)

...podczas urlopu na mazurskich jeziorach pogoda doświadczała nas i wystawiała na próbę.... śledzenie prognoz i dostosowanie planów do kaprysów Natury było naszym głównym zajęciem :-)... były "atrakcje" w postaci nawałnic i burz, albo na przykład trzynastostopniowego wilgotnego chłodu :-)... ale złapaliśmy także trochę słońca (ze trzy dni ;] ) i nieco spokojnych, błogich chwil...  czasem jednak zacinająca wszędobylska mżawka i silny wiatr po prostu zmuszały nas do kapitulacji... i wtedy... i wtedy trzeba było znaleźć sobie zajęcie...  na szczęście miałam z sobą swoje małe podróżne pudełeczko z zestawem "zrób koteczka", kilka pasków filcu oraz sporą garść resztek ociepliny... wszystko zgrabnie upchnięte w kosmetyczkę z Gejszą od Joasi...
i.....
i szycie ręczne stało się sposobem na niepogodę.... a efekt? efekt to duuużo koteczków... po prostu tego lata mam urodzaj na kocięta :-))))

...to nie wszystkie!  w pudełku czeka jeszcze całkiem spora garstka - aż się zlituję i przykleję im oczy :) .... w TV zapowiadają deszcz, więc pewnie niebawem będę "musiała" dokończyć wszystkie kotki :-))

środa, 18 maja 2011

sposób :)

znalazłam sposób!  :-))
na wykorzystanie tkanin niebawełnianych, śliskich i lśniących... z których szyję niezmiernie rzadko, a jednak trochę ich miałam w średnim pudle...  dokupiłam tylko kilka kawałków organtyny i odkurzyłam mały kuferek z zapasami koralików......
po udanym debiucie przyszedł czas na niewielką kolekcję :)  takie oto  ino-ino broszki:


tęczowo zrobiło się w pracowni....
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
od dawna miałam ochotę spróbować... odkryłam, że jest to świetne, relaksujące wręcz zajęcie... zabawa kolorami i fakturami... całkiem przyjemne ćwiczenia z cierpliwości... a w nagrodę - miły dla oka efekt :)
znalazłam zatem sposób na sztuczne szmatki oraz na cichy wieczór... bez maszyny, ale z "pożytecznym i twórczym" zajęciem dla rąk :)

poniedziałek, 2 maja 2011

debiut....

mam awarię domowego komputera, więc dostęp do sieci raczej z doskoku, gościnnie :)
proszę o cierpliwość Tych, którzy czekają na długie opowieści, i na odpowiedzi na maile.......
od kilku dni odpoczywam od pracy etatowej, zapędziłam więc do roboty maszynę, igły i nitki :)))
trochę potrwa, zanim uporządkuję zdjęcia prac wykonanych w tym czasie... tu też proszę Was o cierpliwość... na pocieszenie powiem, że zrobiłam trochę zdjęć pod kątem małego kursu.... pokażę jak szyję taki.... hmm... nie powiem jeszcze co... będzie niespodzianka :))


teraz chcę pokazać swój mały debiut :))
na prośbę Ani wykonałam broszkę-kwiat dla Marty... Marta wyrusza w podróż, będzie mieszkała bardzo daleko stąd.... Ania chciała podarować Jej jakiś drobiazg..... jedyna wskazówka dla mnie - coś lekkiego w kolorze niebieskim.... spędziłam więc wieczór przy świeczce z różnymi odcieniami niebieskiej satyny, białymi skrawkami i pudełkiem koralików...

i tak powstała moja pierwsza broszka...

utulam Was ciepło,
a Marcie życzę szczęśliwej podróży i wszystkiego dobrego tam, dokąd zmierza......

piątek, 4 lutego 2011

promyczek...

...dałam wczoraj Bożence słowo, że pokażę dziś - tak na przełamanie kiepskiego nastroju - co nowego zrobiłam... słowo się rzekło :)... i od południa zastanawiałam się, co by tu wieczorem pokazać z rzeczy, które uszyłam w ostatnich tygodniach, a nie zdążyłam na blogu zaprezentować... hmmm... myślałam... hmmm....
...rozwiązanie przyszło samo (co uznałam za bardzo dobry znak)... los podsunął mi wyraźnie od czego zacząć...
zadzwoniła do mnie późnym popołudniem Małgosia z wiadomością: "Ukazało się!"... i obie cieszyłyśmy się jak małe dziewczynki... radością spontaniczną, uśmiechniętą, miłą wielce... na niebie moim błysnął wyraziście promyczek światła... ciepły i jasny.... mmmm....
cóż takiego było przyczyną?
artykuł w czasopiśmie "TRENDY ART OF LIVING" opowiadający o pracach  uzdolnionej i sympatycznej Małgosi, którą mam niewątpliwą przyjemność znać i lubić bardzo :))) Gosia na co dzień zajmuje się projektowaniem i zakładaniem ogrodów... a w wolnych chwilach maluje na tkaninie... maluje rośliny i roślinki... z łąk i pól... zioła i chwasty... i robi to genialnie!  z pasją, z dbałością o każdy szczegół, drobiazg, odpowiedni kolor... roślinne malunki są po prostu bez zarzutu, jak z atlasu botanicznego...

poczytajcie proszę (foto można powiększyć)
źródło: "Trendy Art Of Living" 
Nr 1 (42) Luty 2011

Gosieńko! gratulacje raz jeszcze!!!!  
wreszcie Twoje misterne dzieła będzie mogło zobaczyć szersze grono osób... i mam nadzieję, że po prostu  podzielą mój zachwyt... mimo, że będą mieć do dyspozycji tylko tekst i zdjęcia, gdy tymczasem ja te cuda trzymałam w rękach :)

i tu wyjaśnić pragnę moją osobistą radość... otóż Małgosia poprosiła mnie o pomoc i wzięłam skromny udział w tym przedsięwzięciu... wymyślonym przez Gosię przedmiotom moja maszyna i ja nadałyśmy kształt... a moja torba-kameleonka w wydaniu eko (pokazywana z bliska kiedyś tutaj) dzięki lawendom namalowanym przez Gosię na szarfie mogła dołączyć do tej szczególnej kolekcji...
Gosiu jeszcze raz dziękuję!.... za wspólną pracę... i za dzisiejszy jasny promyczek słońca :)))
 

P.S. na prezentowanym zdjęciu przedmioty patrząc od góry to:
zazdrostka, poduszka, bieżnik z chwostami, ocieplacz na dzbanek, torba-kameleonka, woreczek z lawendą......

niedziela, 5 grudnia 2010

podróżowanie... obdarowywanie...

tydzień temu byłam w Krakowie... cały weekend [no, może prócz niemal dziewięciu godzin podróży w jedną i dziewięciu godzin jazdy w drugą stronę ;) ]...
pojechałam po energię - naładować akumulatory znaczy.... pojechałam spełnić parę cichych marzeń oraz spotkać Kilka Cudownych Osób....  wróciłam ogromnie obdarowana!... mmmm.... czegóż ja w torbie nie przywiozłam z sobą z powrotem :).... a i w sercu ileż cudowności: chwilek radosnych, szczęśliwych, magicznych.... ech, długo by opowiadać....
zanim jednak pokażę Wam podarunki, z którymi mnie Cudowne Osoby wyprawiły do domu  i opowiem nieco o tym jak było tam pięknie.... to najpierw spójrzcie co z sobą zawiozłam do magicznego Krakowa.... bo przecież nie mogłam pojechać z pustymi dłońmi... trzeba było zabrać z sobą parę uśmiechów :))))

dla Oli i Piotra 
(czyli Bobe Majse)
Strach Na Wróble.... zaczarowany... ma za zadanie pilnować bobemajsowych kwiatków... czynić wiosnę... i odstraszać smutki... da sobie radę - ma ponad 50 cm wzrostu, więc nie straszne mu żadne hmmmm... strachy! :))

 
 
Strach podróżował w specjalnym pudełku, ręcznie wykonanym przez Serdecznego Przyjaciela... nie zdążyłam zrobić zdjęć, musicie mi jednak wierzyć na słowo - pudełko piękne i oryginalne... mistrzostwo świata!... stało się prezentem samym w sobie :)

dla Joanny
Anioł... Anielica właściwie... Rudowłosa Podróżniczka... 
z powodu "zbyt krótkiej doby" nie zdążyłam przed wyjazdem skończyć szycia... więc... więc anioł w częściach plus mały warsztacik krawcowej i w drogę... gdzieś między Głogowem a Zabrzem "elementy" stały się Aniołkową Damą... ot, takie czary :)
zdjęcia wykonała Joasia
  
dla Basi
(czyli Flory)
Patchworkowy Kot Klamkowy.... mięciutki i... w czekoladowych odcieniach... początkowo planowałam dla Flory kota szaro-amarantowego, bo dzięki Basi zachwyciłam się kiedyś tym zestawieniem kolorów... ale potem uznałam, że to MUSI być jednak kot czekoladowy... aby się Basi ze mną kojarzył i myśli splatał :)

zdjęcia nie zrobiłam panu kotu basiowemu (och, gapa!)
ale pokażę Wam jego bardzo podobnego braciszka, dobrze?
 

obdarowywanie to jest baaaaardzo miłe zajęcie....
a o tym jak ogromnie miło jest być przez Innych obdarowywanym opowiem Wam następnym razem...
spokojnych snów....