Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyczki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2019

jeansowa niespodzianka :-)


..."torba ze snu", ta potrójnie niebieska z ostatniego wpisu, szczęśliwym zbiegiem okoliczności stała się prezentem urodzinowym od mojej przyjaciółki Agnieszki dla Magdy... a ponieważ Agnieszka mieszka bardzo daleko stąd, a Magda (ach te zbiegi okoliczności!) dosłownie tuż obok - to pakowaniem prezentu zajęłam się ja, a Młodszy wieczorową porą czynił honory kuriera i doręczył przesyłkę do rąk własnych :-)
....zanim jednak nastąpił wieczorny finał akcji, udało mi się przed południem uszyć szybko z resztek po tworzeniu torby małą kosmetyczkę jako dodatek do prezentu... w tajemnicy przed Agnieszką, niespodzianka była zatem podwójna :-)


guziki przyszyte jako ozdoba, to dawny podarunek od... Agnieszki :-)
czekały w pudełku na właściwą chwilę i proszę....


...obie Dziewczyny szczęśliwe i uśmiechnięte... a i ja uradowana takim obrotem spraw :)
dobra energia posłana w świat, niech krąży :)

niedziela, 3 maja 2015

kosmetyczki - podróżniczki :)

...między poduszkami udaje mi się czasem uszyć coś innego :)
o! na przykład takie dwie mini - kosmetyczki w prezencie dla Edyty i Eli z okazji "nowego"... nowe przedsięwzięcie Dziewczyn jest związane między innymi z podróżami, więc nie bez znaczenia jest fakt, iż jedna z tkanin przyjechała do mnie z Paryża, a druga pochodzi Nowej Zelandii :D

oto kosmetyczki - podróżniczki :)

zaskoczenie i radość w oczach Edytki i Eli - bezcenne :)
lubię, gdy małe cieszy.....

wtorek, 23 sierpnia 2011

zmiana koloru i zmiana formy :)

...obiecałam, że pokażę "następnym razem" coś w odmiennym kolorze niż prezentowane ostatnio często prace z różem w roli głównej... 
najpierw - tak przy okazji - wspomnę tylko, że różowy nie jest moim kolorem... ani osobiście, ani domowo (małych dziewczynek na podorędziu w rodzinie brak) :))  jednak oczywiście szyję dla dziewczynek - na prośbę ich mam, cioć, babć i kuzynek... i wówczas - wiadomo - najczęściej jest to prośba o pastelowy róż... no cóż... ładny to kolor, delikatny i sympatyczny w szyciu, mimo, że "nie mój", wiec dlaczego nie szyć? :-))

a teraz - taaadaaammmm!!! zmiana barw! 
przed Państwem głęboka czerń z odrobiną oranżu i słońca... w roli główej zaś delikatny haft wykonany przez Joannę i powierzony mi z zadaniem: "kosmetyczkę na prezent poproszę"....
mamy dziś więc "na łamach" bloga zmianę barw i zmianę formy.... to jest Mili Państwo nie-poduszka :-)))

z satynowej szerokiej wstążki uszyłam kosmetyczce długie uszko - można ją zawiesić na nadgarstku "w transporcie", albo na wieszaczku z łazience podczas zajęć przed lustrem :)

melduję, że w miniony weekend zużyłam prawie cały swój żelazny (niemały) zapas czarnej bawełny (tej świetnej z IKEA) i powstały cztery poduszki... czyżbym z różowego etapu przeszła "tak od razu" w czarny? hmm... chyba niekoniecznie, bo poduchy otrzymały sporą domieszkę kolorów... ale to już następnym razem pokażę :)
dobrej nocy Wszystkim Zasypiającym, miłego dnia - Tym Co Wstali :-))


 aha...
i jeszcze organizacyjnie:
wyłączyłam weryfikację obrazkową dla komentarzy (mnie samą też irytuje...), ale będę się czujnie przyglądać... jeśli spam znów się na mnie zaweźmie - zdecyduję się chyba na moderowanie komentarzy... ech....

środa, 25 sierpnia 2010

nie same koty szyje człowiek :)

...bo na przykład ten człowiek czasami zagląda do pudełka ze skarbami po Babci.... i koronki głaszcze czule... i nie raz jak człowieka najdzie jakieś COŚ... to pomiędzy kotem a kotem :) oraz innymi Szyciowymi Sprawami Ważnymi, myk-myk uszyje coś zupełnie, zupełnie innego... nieplanowanego i nie na temat... o! na przykład takie malutkie kosmetyczki... lniane... w kolorze czerwonego wina...  z satynowymi wstążeczkami i babcinymi koronkami... całe jakby babcine takie trochę :).... z porywu serca, ot.......


 

człowiek - ostatnio zapracowany bardzo - idzie teraz odgruzować pracownię (znaczy kuchnię)... i dokończy może dzisiaj inne zaczęte sprawy....

poniedziałek, 5 lipca 2010

tęczowo...

mam wakacje!!!... 
bez większych szaleństw, z niedużymi planami... ale to nic... najważniejsze, że nie muszę "tam" chodzić... że czas będzie sobie meandrował to tu, to tam... ach...
teraz jeszcze kilka dni spędzimy w mieście... parę spraw, trochę konieczności, trochę przyjemności... a potem.... potem cisza, dal, spokój... wytchnienie... mmmm....

skończyłam, korzystając z większej ilości wolnych chwilek, mini-kolekcję kosmetyczek z tulipanem w roli głównej...
oto czerń plus zupełnie letnie, wesołe kolorki...


 
 


zdjęcia są jakie są... ale alergia zamęcza mnie okrutnie w tym sezonie... łzawiąco-kichająca jestem mimo leków...  aaaa-psik!
miłych dni Wam życzę i pozdrawiam serdecznie...

czwartek, 5 listopada 2009

w starym kinie...

...w starym kinie - czarno-białe filmy...
 pamiętacie telewizyjne niedzielne seanse starego kina?

uhm... wakacje u babci... mały telewizorek... zapach drożdżowego placka albo słodycz lukrowanych pączków przyniesionych ze spiżarni... i ta charakterystyczna muzyczka przywołująca nas przed ekran... śmieszny ludzik w cylindrze.... i za chwilkę.... magia...
ot, taka migawka z dzieciństwa...

 przypomniałam sobie o starym kinie, bo dziś chcę Wam pokazać czerń i biel... i nawet nieco babcinej koronki :)
otóż na prośbę Joanny uszyłam kilka tygodni temu dwa zestawy do torebki: kosmetyczka i etui na telefon... 

Joasia wybrała zestaw z kwiatowym wzorem...


głęboka czerń... bawełniana koronka i atłasowe wstążki...
na razie bez właścicielki :)



...........a za oknem noc czarna... listopadowa... brrr...
taki mój nieulubiony czas ten listopad :)
pozdrawiam

poniedziałek, 27 lipca 2009

wszystkie odcienie nieba....

...będzie o kolorach nieba... ale i o motylach...
jeszcze nie tych fioletowych, co mają być na patchworku... ale szyją się, szyją :)
będzie o haftowanych motylkach przysłanych przez Joannę...

ach, a motylki to pięknoskrzydłe... i delikatne...
motyle w barwach tegorocznie kapryśnego letniego nieba... od błękitu (w tym w odcieniu ino-ino), przez chabry i granaty po stalowoszare pasemka chmur przed burzą.... odrobina złotego słońca i nieco fioletowych zmierzchów.... niebo... dla mnie niebo we wszystkich kreacjach i strojach tego lata....

miała być torba na lato.... miałam letnie motyle i letnie skojarzenia... więc wybór musiał być jedyny i słuszny - granatowy i błękitny len :) oraz podszewka jasnobłękitna, w drobne białe kropki....

pod motylami kryją się dwie zewnętrzne kieszenie, całkiem spore :)


wnętrze: zapięcie na zamek, jedna kieszonka otwarta trójdzielna na różności oraz druga zapinana na zamek... do tego obowiązkowo już - pilnowatko do kluczy :)

kliknij w zdjęcia, zobaczysz detale...

do torebki - kosmetyczka...
mieści się :) i ma wypikowanego motylka...
uszyłam jej dłuższe uszko... w wersji letniej (czyli podróżnej) może się przydać do zawieszenia kosmetyczki, gdy potrzebne są wolne ręce, a stosownej półeczki np. na campingu brak :))

słodka podszewka jest i w kosmetyczce....
wracam do fioletów i "dużej formy"....

środa, 22 lipca 2009

zwykłe, szare sprawy...

...miałam małą wakacyjną przerwę... wiadomo - urlopów czas :)
znienacka i trochę przypadkiem okazała się prawdziwą chwilą wytchnienia, we właściwym momencie, potrzebną niezwykle przerwą od wszystkiego...
od obowiązków, ale i od mojego miejsca na ziemi tu, od utartych ścieżek, od znanych widoków... od wszelkich spraw... od szycia też :)... ode mnie codziennej...
odpowiednio dużym dystansem liczonym w kilometrach wielu oddaliła mnie od tego co dobre i niedobre, radosne i smutne w moim życiu......

...nie opowiem Wam wszystkiego ze szczegółami, bo to ważne dla mnie, a niekoniecznie dla Innych.... tych kilka zdań wstępu jest po to, by powiedzieć o dniu wczorajszym... ostatnim przed powrotem w rytm pracy...
to był ładny dzień... powoli go sobie celebrowałam zwykłymi sprawami... prostymi zajęciami... czasem trzeba mi takiego dnia bez pośpiechu, ale i bez wielkich rzeczy, ważnych zdarzeń, ciekawych chwil... ot, takie zwykłe, szare sprawy... niespieszne wędrowanie poprzez czas... herbata wypita do ostatka, nie w locie... pranie poskładane starannie w promieniach porannego słońca... przedmioty wracające na przypisane sobie miejsca za sprawą nie-niecierpliwych ruchów dłoni... krojenie warzyw... zupa gotująca się na małym ogniu... ot, takie święto zwykłości...

...uszyłam - bo Ktoś potrzebował na prezent - kosmetyczkę i chusteczkownik, które wpisały mi się w te "zwykłe, szare sprawy" wprost idealnie....
...szary len, czyli w odmianie najbardziej naturalnej, bawełniana koronka (z babcinych zapasów oczywiście) o nieskomplikowanym splocie, odrobina wstążeczki dla osłody i bawełniana surówka wewnątrz....

podczas szycia - ach, sama przyjemność... mam nadzieję, że tam dokąd wędrują te drobiazgi, zwykłe szare sprawy przyniosą trochę radości....

niedziela, 5 lipca 2009

urodzinowo....

...bo raz w roku taki czas przychodzi :)
Urodzinki ma Alicja... (wiem, że tu zaglądasz Kochana - więc i "tędy" życzę Ci wszystkiego naj-naj-naj!)...

Długo nie mogłam się zdecydować, w jakich kolorkach szyć coś dla Ali. W końcu wymyśliłam - len o barwie czerwonego wina :)
Ala ma torebkę w takim kolorze, a kieeeeeedyś rozmawiałyśmy o kosmetyczce, która by się przydała do niej...
więc - len, koronka ze spadku po babci, satynowa wstążeczka... i oto jest:

bawełniana podszewka o nieco rustykalnym wzorku...

a tu... taki drobiazg - chusteczkownik, który mieści 10 chusteczek (wyjętych uprzednio z folii, oczywiście)
w tym miejscu dziękuję Niedzielce za inspirację :)

i urodzinkowy duecik gotowy...

wtorek, 23 czerwca 2009

Lniany tercet...

Tercet lniany... letni i lekki.... i wyjątkowy...
czekoladowa i beżowa szlachetna tkanina... trochę satynowej wstążki... i haft krzyżykowy...

a było to tak:
dzięki blogowi znalazła mnie Joanna, której spodobały się moje torebki z serii elżbietki ...
Joanna haftuje i poprosiła o umieszczenie przygotowanego przez siebie haftu na torebce-elżbietce... Ustaliłyśmy jednak, że elżbietka będzie miała rozmiar XL (te, które dotąd uszyłam były niewielkie, takie do dłoni), aby zmieściło się w niej to i owo oraz kosmetyczka do kompletu.

Listonosz przyniósł przesyłkę z haftem... mmmmm.... on i ona... pocałunek na pożegnanie (?)... równiusieńkie ściegi, starannie prowadzona nitka... cudko...
Przygotowałam kilka, jeśli nie kilkanaście, zestawów tkanin, obfotografowałam i posłałam zdjęcia. Joanna wybrała szlachetną klasykę, zresztą w moich ulubionych kolorach :)
Powstała zatem czekoladowa torba na ramię oraz kosmetyczka. Tak miło się szyło, że z rozpędu wyszło jeszcze etui na telefon. Po prostu lniany tercet :)

Elżbietka XL

Szczegóły?
Proszę bardzo: zapięcie na zamek, a dalej wnętrze czyli bawełniana podszewka, kieszeń zapinana na zamek, otwarta dwudzielna kieszonka i oczywiście pilnowatko do kluczy :)


kosmetyczka

odrobina detali...

etui

"system szybkiego wyciągania telefonu"

Tercet w komplecie...

Joasiu, niechaj ten tercet umili Ci lato... pozdrawiam i dziękuję :)

poniedziałek, 19 stycznia 2009

len....

len to tkanina szlachetna i wymagająca... zarówno w szyciu, jak i w dalszym życiu :)
len to wyzwanie i test na cierpliwość podczas krojenia i szycia...
len to też konieczność przyzwolenia na gniecenie... tak, tak... trzeba się przyzwyczaić, że chwilę po prasowaniu zapomina o kontakcie z żelazkiem... len po prostu ma swoje zdanie na temat formy ostatecznej...
i to w nim polubiłam - gdy zrozumiałam, że trzeba odpuścić i dać mu oddychać... tak, jak oddycha się latem - polubiłam tę niesforność i odrobinkę przekory... które stają sie początkiem nowego...........
dziś w temacie lnu - torby, torebki i mini-kosmetyczki... będą się wygrzewać w słońcu daleko stąd... ach. miałam przy szyciu trochę lata w środku zimy....
popatrzcie...

"sreberko"


"oliwki"



"trzy koraliki"



"trzy kwiatki"



"firletki"