Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etui. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etui. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 kwietnia 2010

galimatjas...

stressss... ano tak... tyle jedynie mogę wysyczeć :)
bo dopadł mnie... trzyma, spać nie daje, odbiera siły i chęci.... dusi i dławi...  boli po prostu... czasem do bycia w rzeczywistości postawionej na głowie zmusza nas życie, wiadomo... a pan stres czeka na okazję i się panoszy... znajdzie  chwilę dogodną i cap!... znalazł mnie, oj znalazł.... i na dodatek bezsilnością wobec absurdów - dobija... stres zwany "pracowym"... ech...
ale... aby nie dać mu satysfakcji - nie będę o nim opowiadać tutaj... nie warto...
no może jedynie to, że moim sposobem na niego jest uporczywe zajmowanie dłoni.... więc... po godzinach "etatowych" mam wieczorami mały pracowniany galimatjas :) ... robię mnóstwo na raz... po pierwsze, by "się zająć do imentu"... po drugie - lista zaległości nagli... po trzecie - muszę zwichrowanej ręce zmieniać formy aktywności... najgorsze dla niej (jak mi boleśnie przypomina), poza klepaniem w klawiaturę, są małe przedmioty do trzymania... czyli prace wykończeniowe, szycie ręczne.... precyzja., ech... no i ciężkie grubsze szycie też oczywiście... więc się przerzucam z jednego na drugie i.....
i galimatjas :))) 

proszę uprzejmie:
bałagany ino-ino czyli "coś będzie niedługo"

patchworkowe koty w częściach i planach

torebka kanaryjska prawie-prawie

przerywniczek paląco szybko szyty

deser, czyli coś dla się ino-ino za chwilkę :))

sobie i Wam - spokojnych snów....

czwartek, 25 lutego 2010

kocie i niekocie z listy znikanie....

dziś dużo opowiadać nie będę... senność...
uprzejmie jedynie donoszę, że do skreślenia z Listy Rzeczy Zaległych, Zaległych Bardzo, Zaległych Okropnie oraz Nieśmiałych Planów nominowane zostały:

1.  patchworkowy kot klamkowy
kolor obowiązujący: zieleń wiosenna przeróżna
znaki szczególne: na łapie imię przyszłej Właścicielki

 
 


2. spanko dla kota - czyli miękkie legowisko
kolor obowiązujący: mleczna czekolada i dojrzała brzoskwinka (fotki trochę oszukane... gdzie ta wiosna?!)
znaki szczególne: cztery koty-psoty wypikowane rudymi nićmi

 
  

3. etui na telefon - dwie sztuki
kolor obowiązujący: czekoladowe pralinki (nakrapiane) oraz słoneczniki na bardzo niebieskim niebie
znaki szczególne: mały magnesik, wypustka w odpowiednim kolorze :)


 


nominowanych skreślono... i finito...
kolejne nominacje być może niebawem...
dobranoc Szanownemu Państwu :)

wtorek, 9 lutego 2010

przytulia czepna...

cóż to takiego?! zapytacie...
przytulia czepna to roślina... ale także: moje dobre wspomnienie z dzieciństwa i ostatnio - skojarzenie z kolorem fioletowym :)
ale po kolei...
przytulia czepna jest niepozorną rośliną jednoroczną, bardzo pospolitą w Polsce... rośnie na łąkach, polach uprawnych, w zaroślach i na przydrożach... jej charakterystyczną cechą jest to, że czepia się innych roślin za pomocą haczykowatych, sztywnych włosków znajdujących się na listkach i łodydze... czepia się zresztą nie tylko roślin ;) czy zdarzyło się Wam podczas wędrówki przez łąkę zostać złapanym przez zielone pędy, które w dotyku były ni to klejące, ni to kłujące.... to właśnie przytulia :) uwielbia się czepiać i przytulać do nogawek spodni albo dłuższych spódnic... czasem nawet nie przepuści skarpetkom....
a wspomnienie?
przytulia czepna to nazwa zapamiętana z wędrówek z Mamą po łąkach i "chaszczach"... to dla mnie także synonim śmiechu i rozbawienia, gdy trzeba było którąś z nas wyplątywać z czułych objęć przytulającej się roślinki... nie raz i nie dwa jeszcze w domu, po powrocie z wyprawy, w zawojach zamaszystych spódnic albo u dołu nogawek znajdowałyśmy resztki zielonej namiętności przytulii....
przytulia czepna ma kilka sióstr i kuzynek, ale żadna z nich nie jest aż taka czepialska :)



a teraz o fioletowym....
uczepił się :) słowo daję - jak ta przytulia...
nie jest kolorem z mojej szafy, choć w przyrodzie bardzo mi odpowiada, a nawet darzę go sentymentem (zwłaszcza jeśli pachnie fiołeczkami na wiosnę, albo gdy zaraz potem w maju zza płotów ogrodów wychyla się do mnie gałęziami bzu... mmmm)...
wśród moich zapasów szmatek (dla niewtajemniczonych - szmatek czytaj tkanin... i to niekiedy bardzo wyszukanych!) fioletu niemal nie było... zwłaszcza, że jest prawie cudem znalezienie niefarbującego fioletowego materiału....
ale do czasu :) najpierw szyłam patchwork w motyle - kolor przewodni lawenda... musiałam rozpocząć polowanie na fiolet... potem drugi patchwork, także z motylkami i znów fiolet z lawendą.... później zaczęły pojawiać się prośby o drobiazgi typu kosmetyczka czy etui na telefon - koniecznie fioletowe oczywiście!...   cóż, skoro na potrzeby pierwszych dwóch projektów zapasy odcieni fioletowych urosły w moich pudłach - to szycie drobiazgów nie było problemem... a z resztek powstały koty patchworkowe ...  w czasie ostatnich kilku miesięcy miałam już DWA pytania o możliwość uszycia patchworka.... zgadnijcie..... taaaa - fioletowego, z motylkami rzecz jasna :) może kieeeeeedyś :-)
coś czuję, że ten fioletowy przytulił się do mnie na dobre... w poprzednim poście pokazywałam poduszkę w stosownej barwie, a wczoraj uszyłam etui na telefon... prośba była wyraźna - f i o l e t o w e  poproszę...
ot co... przytulia czepna przypomniała mi się od razu - mimo zimy skutej lodem i śniegiem zasypanej :))




to.... przytulam :)

czwartek, 5 listopada 2009

w starym kinie...

...w starym kinie - czarno-białe filmy...
 pamiętacie telewizyjne niedzielne seanse starego kina?

uhm... wakacje u babci... mały telewizorek... zapach drożdżowego placka albo słodycz lukrowanych pączków przyniesionych ze spiżarni... i ta charakterystyczna muzyczka przywołująca nas przed ekran... śmieszny ludzik w cylindrze.... i za chwilkę.... magia...
ot, taka migawka z dzieciństwa...

 przypomniałam sobie o starym kinie, bo dziś chcę Wam pokazać czerń i biel... i nawet nieco babcinej koronki :)
otóż na prośbę Joanny uszyłam kilka tygodni temu dwa zestawy do torebki: kosmetyczka i etui na telefon... 

Joasia wybrała zestaw z kwiatowym wzorem...


głęboka czerń... bawełniana koronka i atłasowe wstążki...
na razie bez właścicielki :)



...........a za oknem noc czarna... listopadowa... brrr...
taki mój nieulubiony czas ten listopad :)
pozdrawiam

piątek, 2 października 2009

jesień...

powiem krótko - jesień...
a skoro jesień - to u mnie sztruks... koniecznie! bardzo lubię tę tkaninę... prywatnie czyli w ubiorze - też :) ...
poszperałam w pokaźnym pudle ze sztruksami oraz w zapasach guzików i oto przedstawiam torebki "jesienne kasztany"... wygląda na to, że to pierwsze dwie z "kolekcji"... bo sztruksowych kawałków o różnych barwach wyjęłam z pudła więcej.... i mam apetyt na jeszcze :))


czekoladowy sztruks w gruby, mięsisty prążek i garść guzików


wewnątrz cudna bawełna w gruszki :) dwie kieszonki


ten sam sztruks, ale prążki ułożone w pionie...
torba sporo większa, a i guzików dwie garstki :)


tu też gruszki :)



na pożegnanie lata uszyły mi się etui na telefony
zwane także nakomórami


idę szperać w pudle z guzikami w poszukiwaniu zielonych... i szarych....
ciiii.....

środa, 22 lipca 2009

zwykłe, szare sprawy...

...miałam małą wakacyjną przerwę... wiadomo - urlopów czas :)
znienacka i trochę przypadkiem okazała się prawdziwą chwilą wytchnienia, we właściwym momencie, potrzebną niezwykle przerwą od wszystkiego...
od obowiązków, ale i od mojego miejsca na ziemi tu, od utartych ścieżek, od znanych widoków... od wszelkich spraw... od szycia też :)... ode mnie codziennej...
odpowiednio dużym dystansem liczonym w kilometrach wielu oddaliła mnie od tego co dobre i niedobre, radosne i smutne w moim życiu......

...nie opowiem Wam wszystkiego ze szczegółami, bo to ważne dla mnie, a niekoniecznie dla Innych.... tych kilka zdań wstępu jest po to, by powiedzieć o dniu wczorajszym... ostatnim przed powrotem w rytm pracy...
to był ładny dzień... powoli go sobie celebrowałam zwykłymi sprawami... prostymi zajęciami... czasem trzeba mi takiego dnia bez pośpiechu, ale i bez wielkich rzeczy, ważnych zdarzeń, ciekawych chwil... ot, takie zwykłe, szare sprawy... niespieszne wędrowanie poprzez czas... herbata wypita do ostatka, nie w locie... pranie poskładane starannie w promieniach porannego słońca... przedmioty wracające na przypisane sobie miejsca za sprawą nie-niecierpliwych ruchów dłoni... krojenie warzyw... zupa gotująca się na małym ogniu... ot, takie święto zwykłości...

...uszyłam - bo Ktoś potrzebował na prezent - kosmetyczkę i chusteczkownik, które wpisały mi się w te "zwykłe, szare sprawy" wprost idealnie....
...szary len, czyli w odmianie najbardziej naturalnej, bawełniana koronka (z babcinych zapasów oczywiście) o nieskomplikowanym splocie, odrobina wstążeczki dla osłody i bawełniana surówka wewnątrz....

podczas szycia - ach, sama przyjemność... mam nadzieję, że tam dokąd wędrują te drobiazgi, zwykłe szare sprawy przyniosą trochę radości....

niedziela, 5 lipca 2009

urodzinowo....

...bo raz w roku taki czas przychodzi :)
Urodzinki ma Alicja... (wiem, że tu zaglądasz Kochana - więc i "tędy" życzę Ci wszystkiego naj-naj-naj!)...

Długo nie mogłam się zdecydować, w jakich kolorkach szyć coś dla Ali. W końcu wymyśliłam - len o barwie czerwonego wina :)
Ala ma torebkę w takim kolorze, a kieeeeeedyś rozmawiałyśmy o kosmetyczce, która by się przydała do niej...
więc - len, koronka ze spadku po babci, satynowa wstążeczka... i oto jest:

bawełniana podszewka o nieco rustykalnym wzorku...

a tu... taki drobiazg - chusteczkownik, który mieści 10 chusteczek (wyjętych uprzednio z folii, oczywiście)
w tym miejscu dziękuję Niedzielce za inspirację :)

i urodzinkowy duecik gotowy...

wtorek, 23 czerwca 2009

Lniany tercet...

Tercet lniany... letni i lekki.... i wyjątkowy...
czekoladowa i beżowa szlachetna tkanina... trochę satynowej wstążki... i haft krzyżykowy...

a było to tak:
dzięki blogowi znalazła mnie Joanna, której spodobały się moje torebki z serii elżbietki ...
Joanna haftuje i poprosiła o umieszczenie przygotowanego przez siebie haftu na torebce-elżbietce... Ustaliłyśmy jednak, że elżbietka będzie miała rozmiar XL (te, które dotąd uszyłam były niewielkie, takie do dłoni), aby zmieściło się w niej to i owo oraz kosmetyczka do kompletu.

Listonosz przyniósł przesyłkę z haftem... mmmmm.... on i ona... pocałunek na pożegnanie (?)... równiusieńkie ściegi, starannie prowadzona nitka... cudko...
Przygotowałam kilka, jeśli nie kilkanaście, zestawów tkanin, obfotografowałam i posłałam zdjęcia. Joanna wybrała szlachetną klasykę, zresztą w moich ulubionych kolorach :)
Powstała zatem czekoladowa torba na ramię oraz kosmetyczka. Tak miło się szyło, że z rozpędu wyszło jeszcze etui na telefon. Po prostu lniany tercet :)

Elżbietka XL

Szczegóły?
Proszę bardzo: zapięcie na zamek, a dalej wnętrze czyli bawełniana podszewka, kieszeń zapinana na zamek, otwarta dwudzielna kieszonka i oczywiście pilnowatko do kluczy :)


kosmetyczka

odrobina detali...

etui

"system szybkiego wyciągania telefonu"

Tercet w komplecie...

Joasiu, niechaj ten tercet umili Ci lato... pozdrawiam i dziękuję :)

wtorek, 5 maja 2009

etui ekspresowe

oto kilka egzemplarzy z kolekcji etui ekspresowych... kilka minut i gotowe!
ich niewątpliwym plusem jest sprytny patent umożliwiający szybkie wyciąganie telefonu... patent (nazwany wesoło "dynksem") wypatrzony został przez mojego męża na fotografii markowego etui w sieci... wymyśliłam jak to-to uszyć :)
nieskromnie dodam, że na pewnym spotkaniu szyjących dziewczyn etui z dynksem stało się hitem :)