Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowieści. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 marca 2018

mała M...

....w pracowni cisza....
przerwa...
inne sprawy....
 moja mała M :)

ale pomysły zapisuję... tkaniny czekają grzecznie na półkach...
wrócę... nie umiem bez szycia... nie umiem :)
a poza tym - rośnie mi Inspiracja :D

środa, 11 października 2017

Jesienny....

 ...dzień dobry jesiennie!...
tak, to już ta pora, kiedy kubek gorącej herbaty, puchaty kocyk oraz zacisze domowe nabierają specjalnego znaczenia... za oknem pochmurno i często mokro, wietrznie... drzewa coraz mniej liściaste, a trawa mniej zielona... słońce - jeśli jest - to mniej ochocze... jesień...

gdzie byłam, gdy mnie tu nie było?
...mijający sezon upłynął mi na bardzo intensywnym szyciu i podróżowaniu z moimi uszytkami... czy to słońce, czy śnieg, czy deszcz i wiatr :)) ...to były setki pokonanych kilometrów, mnóstwo zużytych szpulek nici, nowych pomysłów wprowadzonych w życie oraz dziesiątki spotkań, rozmów z Ludźmi... słowem - PRACA rękodzielnika-koczownika :)
może opowiem Wam o tym następnym razem... 

teraz jednak koniec... a raczej przerwa!
tak - próbuję Wam powiedzieć, że na dłuższą chwilę w pracowni zalegnie cisza... uporządkuję jeszcze szmatki, zamknę szufladę z nitkami i okryję wyłączone maszyny pokrowcami... z powodów osobistych i zdrowotnych nie mogę na razie pracować w dotychczasowy sposób - szyć, podróżować... 
nadszedł czas skupienia się nad zupełnie innymi sprawami... 
mam nadzieję jednak, że wrócę... a moja mała Pracownia ino-ino nie zniknie "tak zupełnie całkiem" :D
proszę trzymajcie kciuki :) 

na razie, skoro nie mogę pracować intensywnie, spróbuję uporządkować zdjęcia i różne moje "szyciowe opowieści"... po czym umieszczać je tutaj, w charakterze archiwum pracowni.....

 ***
zaczniemy od patchworka "Jesiennego", skoro za oknem jesień najprawdziwsza....


"Jesienny" powstał na prośbę Marty - dla Jej Mamy, jako prezent gwiazdkowy... Marta przyszła do pracowni i wspólnie buszowałyśmy wśród zapasów tkanin ustalając kolorystykę i wzór - tzw. "znikającą dziewięciołatkę"... potem nastąpiło cięcie, zszywanie, znów cięcie i mozolne układanie na podłodze... 


...top gotowy - teraz hop! na ramę :)
"Jesienny" miał być ciepłym, miękkim otulaczem - zatem otrzymał lekkie poliestrowe wypełnienie oraz na spód kocyk z polaru...


pikowanie zgodnie z prośbą Marty - "tylko zawijaski i żeby było puchato" - a więc trzmiel duży :) 

jedynie same brzegi przepikowałam gęściej:


już prawie koniec - lamówka :)

...nitki schowane, metka wszyta... czyli "Jesienny" ukończony (w środku zimy - jakby nie patrzeć)





...jakiś czas potem, na inną okazję, uszyłam "Jesiennemu" do towarzystwa poduszki.... ale gdzieś tak "schowałam" zdjęcia, że nie mogę ich teraz znaleźć... może odkryję je niebawem w czeluściach komputerowego dysku przy okazji porządków... oby :)

pozdrawiam Was...
miękko, ciepłojesiennie...
i... nie żegnam się...
:)

sobota, 28 listopada 2015

oswajanie Lisa...

....czytałam "Małego Księcia" kilka razy w życiu - jako mała dziewczynka, nastolatka, studentka i jako mama chłopców też... i - jak się domyślacie - odkrywałam zakamarki tej książki za każdym razem na nowo :)
ale ten pierwszy raz czytała mi go Mama... wielokrotnie wracałyśmy potem do "sceny z Lisem"... to był nasz ulubiony fragment... mądra opowieść o oswajaniu, przyjaźni, bliskości, zaufaniu....
...pamiętam, że w szkole podstawowej miałam brać udział w konkursie recytatorskim... i nijak mi "nie wchodził" oraz "nie wychodził jak należy" tekst zaproponowany przez panią polonistkę... ćwiczyłam i ćwiczyłam... i wciąż to nie było to... w wieczór poprzedzający konkurs Mama słysząc jak się "męczę" zarządziła zmianę... ryzykowną!
...nazajutrz podczas konkursu recytowałam fragment z "Małego Księcia"... z Lisem rzecz jasna....  mina pani - bezcenna :) i zasłuchanie szanownej komisji, i brawa... wygrałam... a pani mi wybaczyła :)  zaś w dalszym etapie ogólnopolskim mówiłam już pięciominutowy tekst napisany samodzielnie... no cóż... pod prąd to ja często szłam... oj tak... :)

ale wróćmy do Lisa...
Ola (Lexie's Art) poprosiła mnie o uszycie Liska dla swej Córeczki w prezencie urodzinowym... Nika zakochała się w Lisku z wersji filmowej "Małego Księcia" i marzyła o posiadaniu takiej właśnie przytulanki... 
obejrzałam sporo zdjęć w sieci (bo oglądanie filmu jeszcze przede mną....), zakasałam rękawy, przekopałam pudła z kawałkami polarów, zarysowałam pół notesu.... aż wreszcie siadłam do maszyny :)
i jest - Lis...
gotowy do oswajania :)

Lis osiągnął rozmiar niemal 95 cm wraz z ogonem (tułów = 62 cm)
mnóstwo miękkości do tulenia :D




Nika - życzę Ci mądrych i dobrych Przyjaciół... wszystkiego najlepszego! 
a Wszystkich zachęcam - zajrzyjcie do "Małego Księcia" i opowieści o Lisie...


 P.S. ....jeszcze o Bloggers Quilt's Festival dwa słowa... sam konkurs rozegrał się w dziwnej atmosferze i z wielkim zamieszaniem podczas głosowania... dość powiedzieć, że oddane głosy zaczęły znikać w trakcie Festivalu, a organizatorka nie odpowiadała na maile... cóż... nie mam ochoty tego komentować....
jednakże DZIĘKUJĘ Wszystkim za wsparcie, głosy, miłe słowa... za odzew po prostu...
Tęcza Dobrych Życzeń zajęła ostatecznie drugie miejsce w swojej kategorii, natomiast Wielki Kot wygrał wśród quiltów z aplikacjami! :) :) :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

garść chwil...

taki meldunek na dziś:

Moi Drodzy - oddalam się :D
na kilka dni oddalam się nieco od maszyny, od pracowni w ogóle... od obowiązków, spraw różnych, terminów, planów, pomysłów...
muszę, po prostu MUSZĘ odpocząć... czas naładować akumulatory... pobyć "poza" i "mimo"... mieć wreszcie sporą garść chwil na nicnierobienie... i na reset... ;)


Wszystkich, którzy czekają na uszytki, maile czy spraw załatwienie, proszę cichutko - wytrzymajcie jeszcze troszkę... wrócę - zajmę się... ale teraz muszę odetchnąć...
paaaaaa :D

wtorek, 21 kwietnia 2015

spotkanie... czyli o szyciu w życiu opowieści subiektywne...

nieśmiało i tu ujawniam:
jeszcze nie opadły emocje po wernisażu... i jeszcze nie przywykłam do myśli, że trwa WYSTAWA prac naszych.... a już znów drżą mi dłonie i serce...

w najbliższy czwartek - 23.04. o godz. 18:00 - zapraszam na opowieści o moim szyciu na Ptasią 32 do Filii nr 1 WiMBP im. C. Norwida w Zielonej Górze



słonecznie pozdrawiam i wracam do pracy....

środa, 15 kwietnia 2015

widok z krzesła :)

...w pracowni zamęt i mobilizacja... ostatnie poprawki, zszywanie niedokończonego, weryfikowanie planów :) słowem - bałagan twórczy... i próby koncentracji :)

odwróciłam się od maszyny i nie wstając z krzesła sfotografowałam fragment pracowni... przygotowania do wystawy - tak to wygląda :D... na szczęście większość bałaganu poza kadrem :)....

wszystko dzieje się na raz :)

...schnie kudłaty jeansowy mini-quilt... duże patchworki są w trakcie przyszywania tuneli do mocowania na drążkach... zabawki w nieładzie w koszyku, zestawione ze stołu, bo był mi potrzebny cały... niektóre poduchy już "ubrane", pozostałe na stercie, której tu nie widać... tęczowa poszewka czeka na swe wypełnienie - rozmiar XXL do uszycia... a pod maszyną jeszcze inne uszytki...

ale dam radę :)

jutro uroczyste otwarcie wystawy :)
niezmiennie zapraszam!


środa, 4 marca 2015

czwartkowe szycie Lub.Patchwork.pl

 ...w miniony czwartek, w gościnnej (i pięknej) pracowni Wiesi Quilt & Smile udało nam się spotkać całą Piątką... plan był prosty: naładować akumulatory, pogadać ile się da i... uszyć coś ładnego, naszego, wspólnego... a co? aaaaa to się okaże za czas jakiś... i na pewno opowiem i pokażę...
na razie mogę powiedzieć tylko, że plan został zrealizowany z nawiązką: szmatki "na coś" wybrane i skomponowane, choć było kilka burzliwych dyskusji kolorystycznych :)... stosowne obliczenia wykonane, nawet bez większych pomyłek :) po czym nastąpiło cięcie, zszywanie, rysowanie, przycinanie.... a na deser cierpliwe układanie elementów bloków.... uff...
a wszystko przy smakowitych przekąskach, licznych salwach śmiechu i nieustannym gadaniu.... no cóż, pięć zakręconych babek w jednym pomieszczeniu z torbami pełnymi ulubionych tkanin - nie mogło być cichutko....
Było tak:

 Aśki przeglądają ostatnie szmaciane łupy :)

tę tunikę komisyjnie uratowałyśmy przed pocięciem :)
i nakazałyśmy Wiesi noszenie....

 Ula cierpliwie i precyzyjnie wycinała kwadraty...

Asia (której nie widać, bo robi zdjęcie) rysowała...
potem kompletowanie... zszywanie.... 

zszywanie na dwie maszyny - Jo Ho i Wiesia...

zszywanie ciurkiem, z przerwą na pyszną pizzę Asi Jart's

 układanie, przekładanie, kombinacje... i dużo śmiechu :)
czyli same przyjemności...

coś już widać... ale ciiii.... 

Dziękuję Wam Dziewczyny za ten wieczór... i obietnicę następnych... wszak to trzeba zszyyyyyć... a na takie malutkie kawałeczki mnie namówiłyście, że ach... ale co tam... z Wami dam radę :)

****
Lubię być z Nimi, razem.... przy szyciu... i w życiu...
z Asią Jart's  - bez której polowań moja tkaninowa szafa byłaby duuużo mniejsza, z którą spacery po nocy są najlepszą terapią na... wszystko... i która zakazała mi ostatnio płakać, chyba, że z Nią razem....
z Ulą - której cierpliwość i spokój są moim balsamem i inspiracją, z którą mogłabym (ja-gaduła) niejednokrotnie pomilczeć na "ten sam temat" i dzięki której czynię raz po raz cudowne odkrycia patchworkowe i nie tylko....
z Wiesią - której droga od "nie umiem, ale spróbuję" do "jestem Mistrzem w pikowaniu" zapiera mi dech i pozostawia w tej niewygodnej pozycji od wielu tygodni, której dbałość o precyzję i detale jest dla mnie wzorem, i której talent przekazywania wiedzy podziwiam całym sercem...
Asią Jo Ho - która ma w sobie to coś, co sprawia, że czuję jakbyśmy się znały od lat... której poczucie humoru wywołuje u mnie nieposkromione parsknięcia przed ekranem, a konkretne podejście do wielu spraw zmienia moją perspektywę... i której szycie (nie wiem kiedy Ona to robi) bardzo lubię...

....no tak...
nie odzywam się tygodniami... a potem gadam i gadam....
ale sami widzicie - czasem człowiek musi... gdy ma powody :)
dziękuję cierpliwym Czytelnikom i znikam.... mam nadzieję, że nie na długo....

post jak kartka z kroniki :)

....mam zaległości w opowiadaniu na blogu o tym, co aktualnie dzieje się w pracowni... no cóż - nie nowina, prawda? ale w zamian mam dziś kilka prawdziwych nowin :)

po kolei....

URODZINY INO-INO
na początku stycznia w zacisznej na co dzień pracowni zaroiło się od głosów, śmiechu, życzeń... moje Przyjaciółki w szyciu pod pretekstem "małego spotkanka przy urodzinowym ciasteczku" postanowiły z przytupem zaakcentować urodziny "Pracowni ino-ino" :)
...zaplanowały to i owo w wielkiej konspiracji, a potem.... było mnóstwo pysznego jedzenia, tort ze świeczką, uściski i fantastyczne prezenty!.... oczywiście także pogaduchy do późna, chichoty do rozpuku, wygłupy, uściski.... było po prostu cudnie! :D

Piątka w komplecie :)

radość moja przyłapana...

i chwila przed krojeniem tortu, którą można jednak zinterpretować:
"tak bronić będę szmatek swoich" :D

...o prezencikach dla pracowni opowiem Wam jeszcze w oddzielnym poście :)


NARODZINY  Lub.Patchwork.pl
...od jakiegoś czasu dojrzewało w nas "coś" - potrzeba wspólnego działania, wykorzystania energii, która pojawia się, gdy jesteśmy wystarczająco blisko siebie :) ...podczas urodzin ino-ino przy torcie i herbacie udało nam się zrobić prawdziwą poważną burzę mózgów, zapisać parę rzeczy, podzielić zadania i pooooooszło :)
zatem ogłosić mogę uroczyście narodziny grupy Lub.Patchwork.pl 

 www.facebook.com/Lub.Patchwork

Lub.Patchwork.pl to grupa Lubuszanek zajmujących się patchworkiem i szyciem. Od czasu do czasu chcemy zrobić coś razem - uszyć dla Innych... szyjemy razem i osobno :)
razem tutaj: Lub.Patchwork.pl
a osobno tam:
Wiesia  http://www.quiltandsmile.pl
Jo Ho  http://johosomedoings.blogspot.com
i ja ino-ino  http://kasiainoino.blogspot.com

...zapraszamy na nasz wspólny fanpage na Facebook'u: Lub.Patchwork.pl   
strona jest dostępna także dla niezalogowanych osób, ale oczywiście bez możliwości komentowania... będziemy na niej opowiadać o tym co i jak się dzieje.... a jest siła w grupie, że ho-hoo :)
...mamy bowiem za sobą już pierwsze wspólne akcje:

...z inicjatywy Joasi przygotowałyśmy upominki-fanty dla uczestników Balu Superbohaterów organizowanego przez Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci ze Złożoną Niepełnosprawnością "Potrafię Więcej" ...relacja między innymi TUTAJ

...Ula i Jo Ho uszyły małe walentynkowe prezenty dla Podopiecznych Środowiskowego Domu Samopomocy nr 2 w Zielonej Górze... relacja TUTAJ


co dalej?
a to już opowieść na osobny post, za chwilkę....

poniedziałek, 24 listopada 2014

Around The World Blog Hop - czyli o patchworkach i sobie opowiadam...

...witajcie
dziś czynię mały przystanek w zabieganiu codziennym... spróbuję spojrzeć na siebie i moje szycie z nieco większej perspektywy oraz "jakoś" ubrać w słowa tę opowieść...
a wszystko to za sprawą Joanny z bloga Świat Łat  oraz Magdy z MADUROpatchwork, które zaprosiły mnie do udziału w zabawie "Around The World Blog Hop"... najpierw napisała do mnie Joasia namawiając serdecznie... hmm... opanowałam lekki napad paniki :) i zgodziłam się... zaś następnego dnia nadeszło zaproszenie od Magdy... cóż... wygląda na to - że nie ma wyjścia :)
Joasi i Magdzie dziękuję za zaproszenia, a Was zachęcam do zajrzenia na Ich blogi... ja tam z przyjemnością zaglądam i podziwiam patchworkowe różności! :)

cóż...
moja kolej teraz... gotowi?
zaczynamy :)

kilka słów o mnie...

 (autor zdjęcia: Darek  "Pracownia Na Schodku Chwili")

to ja... kiedyś dziewczynka, z dłońmi wiecznie zajętymi jakąś "dłubaninką"... teraz żona, mama i quilterka (?)... ale wciąż z dziewczynką w środku :) i wciąż z dłońmi niecierpliwie szukającymi twórczego zajęcia :D
szyję od... od dziecka po prostu... próbowałam wielu różnych "robótek"... uczyły mnie Mama, Babcie i książki... nie są mi obce takie sposoby spędzania wolnego czasu jak hafty najróżniejsze, szydełkowanie, dziewiarstwo, tkactwo, koraliki, makramy i inne rozmaitości... ale szycie zawsze "pociągało mnie" najbardziej... jako 7-8 latka, korzystając z ponadstuletniej maszyny stojącej w piwnicy moich Dziadków, "obszywałam" wszystkie swoje lalki i misie :) nieco później Mama pozwoliła mi szyć na swej "prawdziwej" maszynie elektrycznej... to było coś :) w liceum uszyłam między innymi bluzkę Mamie, a sobie sukienkę, torbę do szkoły oraz sztruksową kamizelkę i to patchworkową!
pierwszy quilt (hmmm... jakoś nie mogę się przekonać do tego słowa) popełniłam jednak dopiero, gdy zostałam mamą... uszyłam Synkowi kocyk ze starej pościeli do zabaw na podłodze... to był przełom :) "chwilkę" później powstała pierwsza prawdziwa narzuta na łóżko, której sposób uszycia wykombinowałam sama wiedząc tylko z Burdy "coś niecoś" o trzech warstwach, agrafkach i lamówce :)
myślę jednak, że mogę śmiało powiedzieć: patchworkiem zajmuję się od lat piętnastu :)
 
oto ona, ta pierwsza, przepikowana jedynie po granicy wzoru...
służyła nam długo :)

a potem... a potem to już poooooszło :)))
bardzo, bardzo dużo zawdzięczam Dziewczynom z projektu "Kołderka Za Jeden Uśmiech", do którego dołączyłam... nauczyłam się wiele, uszyłam sporo kołderek, odważyłam się na mnóstwo nowych rzeczy :)  i wyniosłam stamtąd cudne przyjaźnie...

 
 

....dość szybko porwałam się na wielki projekt (na małej maszynie)... uszyłam narzutę oraz komplet poduszek w prezencie ślubnym dla mojej Siostry... pierwsze pikowania z wolnej ręki na bardzo dużym formacie i ręcznie wykończona lamówka... uff :)

  

............kilka lat i wiele wiele kilometrów nici później otworzyłam małą, własną pracownię... spełniłam marzenie... a Wy poprzez tego bloga oraz stronę na Facebook'u możecie do niej zaglądać kiedy tylko chcecie :)

nad czym teraz pracuję?...
hmmm... odnoszę wrażenie, że głównie nad tym, by pogodzić szycie z życiem :) w pracowni trwa bowiem intensywny sezon przedświąteczny... szyją się różności... poduszki, koty, zebry, torby, kosmetyczki, anioły... trwa też pikowanie na zlecenie kolejnego powierzonego patchworka... większości z tych prac nie mogę pokazać teraz, bo to niespodzianki :)
ale może, by odpowiedź na powyższe pytanie nie brzmiała jak niekończąca się wyliczanka, pokażę Wam ukończone w piątek podusie z kotami :)



czym moje prace różnią się od prac innych quilterek?...
dobre i trudne pytanie...
nie wiem czy potrafię odpowiedzieć... 
kiedyś MKatarynka powiedziała mi, że rozpoznaje moje patchworki z daleka, bo są jasne, przejrzyste... hmm... faktycznie - większość ma jasne tło... i "powietrze" między blokami... może to dlatego, że lubię widok horyzontu nad morzem albo "dali" ze szczytu górskiego? a może dlatego, że zależy mi, by była w nich harmonia, by nie przygniatały wnętrz, do których trafią? nie jestem jednak pewna czy to "już" styl... chyba jeszcze za mało quiltów powstało w pracowni :)

 
 
 
 
usłyszałam też kilkakrotnie, że jestem specjalistą od aplikacji... cóż... statystycznie to chyba tą techniką szyję najwięcej, by zrealizować prośby o obrazki na podusiach dla dzieci... doszłam więc do pewnej wprawy :)

 
 
 
 
 


dlaczego tworzę to, co tworzę?...
bo lubię... baaaa! uwielbiam!
bo fascynuje mnie wciąż na nowo fakt, że można "pociąć całkiem dobre tkaniny tylko po to, by wymieszać je z innymi i pozszywać na nowo" (tak żartowałyśmy z koleżanką uznając się nawzajem za nie do końca normalne, w środku nocy, po wielu godzinach zszywania pewnej Bardzo Ważnej Kołderki... ale warto było!)...
bo to dobre zajęcie dla moich niecierpliwych dłoni i wspaniałe wytchnienie dla myśli :)
bo zabawa kolorem i fakturą tkanin sprawia mi wielką frajdę...
bo tworzenie to jest to! a zwłaszcza "z niczego" :)
i - co chyba najważniejsze - bo z niczym nie można porównać radości Kogoś obdarowanego własnoręcznie wykonanym prezentem...

jak przebiega mój proces twórczy?...
bardzo różnie...
czasem rysuję dokładny projekt, obliczam, obmyślam szczegóły, przykładam do siebie różne tkaniny, zmieniam, kombinuję... wołam domowników na pomoc, by wybrali jakąś wersję...
czasem tylko szkicuję... i znów przekładam tkaniny, zmieniam... zastanawiam się nad kilkoma układami...
innym razem - biorę tkaninę do ręki i po prostu wiem :) nie ma czasu na rysowanie... mam wizję efektu końcowego... tnę, zszywam, pikuję... już :)
a jeszcze kiedy indziej - idę na żywioł... i dobieram wzory i barwy w trakcie, na bieżąco...

zauważyłam, że dobrze "komponuje" mi się i szyje, gdy wiem coś więcej o Osobie, dla której powstaje dana rzecz... i nie chodzi tylko o imię, ulubione kształty i kolory, czy charakter wnętrza, do którego trafi uszytek... bezcenne są informacje z pozoru nie mające nic wspólnego z szyciem: cechy charakteru, sposób bycia, ulubione książki, muzyka... no wiecie... te określenia, którymi mogą nas obdarować tylko przyjaciele :)

co jeszcze?
najlepiej pracuje mi się wieczorem, gdy wokół cisza... wtedy natchnienie towarzyszy mi najwierniej :) lubię małe formy, ich różnorodność... natomiast podczas szycia dużych "potworów" lubię wszystkie etapy... ale pikowanie chyba najbardziej... a zaraz po nim wszywanie lamówki... dopiero z nią patchwork nabiera pełni urody - więc przeważnie nie mogę się doczekać zakończenia lamowania :)

***
....uff...
dziękuję za uwagę :)
Kto wytrwał do końca - Temu medal!.. wszak nie ostrzegłam, że jestem gadułą :)

jeszcze tylko jedna rzecz...
chcę zaprosić do zabawy Asię - moją Przyjaciółkę w życiu i szyciu... zgodziła się podjąć zadanie, z czego bardzo się cieszę! zapraszam na Jej bloga: I see you... czyli Jart's
to dobry moment, by powiedzieć, że bez Asi nie byłoby wielu moich prac :)
jest moim Wsparciem i Otuchą... a na dodatek niezastąpioną Poszukiwaczką fantastycznych tkanin, prawdziwym myśliwym, wręcz głównym zaopatrzeniowcem!... Asia też regularnie zgłasza się na ochotnika do pomocy przy wypychaniu kociaków klamkowych (dzięki Ci Kochana!)...

...tak oto tworzę, pracuję... 
dziękuję Wam za obecność tutaj... dzisiaj i "w ogóle" :)
i dziękuję raz jeszcze Joasi i Magdzie za zaproszenie oraz za słowa, którymi mnie obdarowałyście na blogach i w prywatnej korespondencji...

dobrej nocy Wszystkim :)