sobota, 14 stycznia 2012

ruszyłam... potwornie :-)

ruszyłam maszynę... i maszyną :))
ruszyłam wreszcie z miejsca! przełamałam opór, który się we mnie usadowił i rozpierał, moc i wenę odbierając :-) ooooooo! jakież to fajne uczucie :-)
odkurzyłam maszynę i to w sensie dosłownym - bo na początek porządnie ją wyczyściłam z kurzu i śladów intensywnego szycia grudniowego... przy okazji polecam (sprawdzony już kilkakrotnie) "środek do czyszczenia tworzyw sztucznych" z serii W5 z Lidla... co prawda ma napis "do stosowania na zewnątrz" (bo według obrazków na opakowaniu sugerowany jest do mebli ogrodowych), ale do umycia obudowy maszyny wystarczy naprawdę odrobina, a mocny zapach szybko znika po przewietrzeniu pomieszczenia... specyfik świetnie daje sobie radę z tym rodzajem zabrudzeń, które "wgryzają się" w białą obudowę maszyny i trudno je usunąć wilgotną szmatką... lekko też jakby "natłuszcza" powierzchnię, więc zyskuje ona pierwotną gładkość i blask... chwalę go za to w tym miejscu i polecam :-))
ale wróćmy do szycia jako takiego...
w prezencie urodzinowym dla mojego trzyletniego Siostrzeńca uszyłam wesołą poduszkę... podarunek  już wręczony, więc mogę go Wam pokazać :)

szyjąc tę big-poduszkę wykorzystałam piękną i zabawną tkaninę z kolekcji EKK MONSTERS, którą zaprojektowała Julie Dobson Miner... panel z pięcioma potworami kupiłam jesienią w sklepie Szmatka Łatka z przeznaczeniem na specjalną okazję... (obecnie nie widzę go w ofercie tego sklepu, ale możecie zobaczyć panel w całości na przykład tutaj)...

okazja nadeszła wreszcie, maszyna odkurzona, moce zaczęły jakby troszkę wracać - nie było wyjścia: zmobilizowałam się bardzo i uszyłam:

urodzinowa poduszka dla Filipka
 

poszewka jest spora - ok. 56cm x 66cm...  w środku siedzi poduszka 50x60 cm, a plisa wykończenia wokół ma niemal 3cm... a wszystko dlatego, że panel z BIG Monster ma rozmiar 49cm x 46cm (w końcu jak BIG, to musi być big, prawda? :D)... żółte wstawki po bokach przemieniły prostokątny obrazek z "pionowego" na "poziomy"... a potem? a potem uszyłam zielone ramki, podłożyłam ocieplinę i wypikowałam Potworka wzdłuż linii konturowych, naszyłam żółte literki imienia Siostrzeńca na brzuchu Monsterka, a na koniec doszyłam pomarańczowe plecki poszewce i zamknęłam szwy przeszywając plisy....  i już... i Sezon Poduszkowy ino-ino 2012 uznać można za rozpoczęty :-)))  potworrrrrnie :D

pozdrawiam Was serdecznie i wraz z Potworem "puszczam oko" :-)))

poniedziałek, 9 stycznia 2012

czekolada z pianką...

...jestem zmęczona... głównie ilością wystukiwanych na klawiaturze liczb i słów... i tym nieprzerwanym napływem spraw do ogarnięcia...  przełom roku mam zawodowo wprost nad-intensywny... ech...
wieczorami padam ze zmęczenia... i właściwie czas przecieka mi przez palce... a maszyna obrasta kurzem :-(
nie mam siły... tęsknię za dziennym światłem, łaskotkami słonecznych promieni, za kawałkiem niebieskiego nieba... za śniegiem w miejsce wszechobecnej szarości... i..... za czekoladą gorącą, bez pośpiechu smakowaną łyczek po łyczku w jakimś zacisznym magicznym miejscu... (już się tu kiedyś przyznałam, że filiżanka czekolady to dla mnie pokusa nie do odparcia...) :D
a jeśli mam wybór, to zdecydowanie wolę taką bez bitej śmietany... czysta czekoladowa moc... mniam-mniam...

poduszki "bez obrazków", które Wam dziś pokażę, są czekoladowe, ale jednak z pianką... waniliową lub śmietankową - jak kto woli :-))


uszyłam je metodą zwaną "stack and slash" - czyli mniej więcej "ułóż w stos i tnij"... pisałam o tym sposobie tutaj szyjąc patchwork "Straciatella".... od tamtej pory zresztą nazywam ów typ bloków właśnie "straciatella" - troszkę z powodu cięcia "na wiórki", a trochę z powodu skojarzeń czekoladowych...
dla zainteresowanych link do tutorialu Elizabeth Hartman... polecam :-))

komplet pierwszy
para poduszek na prezent ślubny... 
czekolada mleczna z bitą śmietaną, lekko oprószona kakao :))
imiona wyszyte maszynowo - gęstym zygzakiem
 

komplet drugi
 tercet poduszek "kanapowych" na prezent świąteczny...
intensywna gorzka czekolada z bitą śmietaną i odrobiną kakao, a może cynamonu :))
w jednej porcji, specjalnie dla jakiegoś łasucha, więcej śmietany niż czekolady...





...hmmm.... po tym poście mogę z powodzeniem ogłosić zakończenie Sezonu Poduszkowego ino-ino 2011 :-)))
spokojnych dni Wszystkim... i miłych snów...

środa, 4 stycznia 2012

zaległości ciąg dalszy...

...witajcie Moi Mili....
dziś mam dla Was następną porcję zdjęć, z którymi się uporałam... na szycie nadal wciąż brak weny i sił, to choć na polu foto-zaległości robię "coś".... pokażę zatem hurtem kolejne poduszki minionego roku, z rodzaju "z aplikacjami" - dla chłopców, dla dziewczynek, a na deser dla zupełnie dużego chłopca :) i całkiem dużej dziewczyny ;) ...
zanim jednak fotografie - to chcę podziękować za wszystkie zostawione przez Was słowa, za odwiedzanie Pracowni ino-ino oraz za serdeczne, ciepłe myśli, które do mnie docierają...
dziękuję pięknie!


CHŁOPCY

straż pożarna dla Bartka, świątecznie podarowana

 ZygZak dla Błażeja
(uszyła latem, a nie pokazałam... poduszka pozowała na moim balkonie, a potem z Błażejem poleciała samolotem w daleką podróż :D)


 DZIEWCZYNKI

 motyl trójwymiarowy dla Anastazji...
aparat bardzo przekłamał kolory, naprawdę różowy nie jest taki fluorescencyjny, a ładnie nasycony... fotografowałam w środku nocy, jakoś tydzień świętami
 z tyłu - wesoła łąka :)

 królewna dla Niny...
tu też ten sam nieposłuszny róż, wrrrr... (chociaż zdjęcie było robione w dzień, nieco jednak pochmurny)
 próby walki z kolorami na zdjęciu :(
 
 detale...


BIG BOY  :-)

maluch dla Jurka
 poduszka z ukochanym, posiadanym niegdyś, szafirowym autem pewnego Pana... prezent świąteczny od Jego Córki... och, wielką frajdę miałam przy szyciu :))


BIG GIRL 

Pikacz dla Ewy 
poduszka - zamówienie specjalne... koniecznie z tym stworkiem... i koniecznie z takimi napisami... prezent dla całkiem dużej Pani od Przyjaciółki... prezent z dedykacją "koniecznie w takiej pisowni"... czyli podarunek z aluzją, z prywatnym kodem... cudowny pomysł Przyjaciółki dla Przyjaciółki, który z wielką przyjemnością zrealizowałam... 
niestety Pikacz wraz z towarzyszącym mu kotem klamkowym nie dotarł jeszcze do celu :(((  bardzo się martwię... przesyłka nadana tydzień przed świętami, a nie trafiła jeszcze na miejsce... poczta zawiodła na całej linii... ech... jutro wybieram się z reklamacją (można się upomnieć o polecony priorytet dopiero najwcześniej po dwóch tygodniach od nadania...) trzymajcie kciuki, żeby się Pikacz znalazł i ucieszył wreszcie Ewę....

***

taaak... to poduszki jako tako mamy posprzątane :-))
nieśmiało zapowiem jeszcze w tym miejscu post kolejny - także "o poduszkach", ale takich bez aplikacji... potem zanurzę się w foldery zdjęć z torbami, kotami, broszkami, a na koniec z różnościami wszelkimi typu "inne" .....
pozdrawiam w ten wietrzny wieczór, nie zapomnijcie jutro o szalikach :)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

nowe starym witam :-)

...w Nowym Roku nie szyję jeszcze (choć czekają kolejne rzeczy i plany)... jednak na razie nie szyję... mam -że tak powiem- "maszynowstręt" po intensywnym szyciu grudniowym, skończonym tuż przed świętami... ale spokojnie... proszę się na zapas nie martwić... TO mi minie... przejdzie jak nic... jak katar, albo nawet  grypa... minie... i wtedy to maszyna będzie mnie miała dość :)

obiecałam Wam porządki ze zdjęciami i pokazywanie niepokazywanego - to dziś pierwsza porcja czyli w Nowym Roku - stare szycie ;-))

podusie dla dziewczynek... te uszyte po wakacjach, a potem jesienią, i niektóre zimą... kolorki najbliższe dziewczynkom w pewnym wieku czyli róż, fiolet, pastele i okolice... kwiatki, kotki i lale ;) noooo takie dzieczynkowe poduchy po prostu :D

 z Prosiaczkiem i w kwiatki

laleczka w wersji "różowo i lawendowo"

 pastelowa łąka dla Hello Kitty
oraz Hello Kitty zdecydowana bardziej :))

...pozdrawiam ciepło, Wasza "oddalona nieco od maszyny"

piątek, 30 grudnia 2011

poduszka z obietnicą...

...dziś pokażę Wam poduszkę, z którą wiąże się pewna obietnica... a właściwie dwie obietnice :)
...jakiś czas temu ("jakiś" należy rozumieć tu w kategorii "dawno, daaaaawno temu...") dostałam w prezencie haft wykonany specjalnie dla mnie, z dedykacją "do podusi".... bardzo mnie ten prezent ucieszył i zaczęłam planować w myślach poduszkę, którą uszyję dla siebie... no cóż... ponieważ "szewc bez butów chodzi", to mimo chęci ciągle jakoś nie było mi po drodze do tej poduszki... nieustannie nowe (najczęściej pilne, oczywiście) inne projekty odsuwały w czasie realizację planu... taaaa.... powstawały kolejne poduchy dla małych i dużych, a tej mojej nadal nie było widać :)) czyli szewc bez butów - w pełnej krasie :)
wreszcie musiałam złożyć solenną obietnicę Osobie, która wyhaftowała kotka, że uszyję w końcu dla siebie! nieodwołalnie i koniecznie! oczywiście obiecałam... obiecałam!... a ostateczny - wyznaczony -  termin upływał na początku czerwca... och, łatwo nie było... bo to jeszcze to szycie, i tamto... i takie i owakie... ale obietnica, to obietnica - zmobilizowałam się...
wybrałam swe ulubione tkaniny spośród tych pasujących kolorami do obrazka i zaczęłam zszywać patchworkowy pas (instrukcja takiego zszywania jest tutaj)... potem zrobiłam rameczki do haftu, doszyłam przygotowany kolorowy szlak i kolejną ramkę na plisę wykończeniową... po czym wypikowałam ślady łap i mruczankę oraz ramki po szwach... i.....
i w tym momencie spostrzegłam, że pomyliłam się w obliczeniach (!)... wierzch poduszki jest większy niż zwykle - bok kwadratu jest dłuższy o całe 10cm!  nigdy mi się to jeszcze w przypadku poduchy nie zdarzyło :)) ale przy "tej mojej" po prostu musiało :)) widocznie jakiś chochlik pracował wraz ze mną :D
no cóż... żal było pruć... a jeszcze większy żal przycinać ulubione szmatki... postanowiłam więc kupić odpowiednio duży wsad... na szczęście Ikea ma w ofercie "jaśki" o rozmiarze 50cmx50cm... znów płynął czas, bo Ikea w innym mieście... ale ufff - udało się :D...
i tym sposobem mam swą własną, wyjątkową, jedyną... i większą ;)... obiecaną poduszkę... taką mmm.... do przytulenia...


detale fotografowane na różne sposoby...
a i tak nie oddają w pełni uroku haftu,
ech... fotograf marny ze mnie...

a druga obietnica? - zapytacie...
a druga obietnica dotycząca tej poduszki jest taka, że już daaaaawno obiecałam Wam ją pokazać.. i jakoś od lata mi się nie udawało... aż do teraz... ufff :-)
hmm... bardzo "długodystansowa" ta poduszka, prawda? i dobrze... bo ją ogromnie lubię, więc mam nadzieję, na długie, długodystansowe i długotrwałe tulenie :-))
dobrej nocy... słodkich snów...
Wasza, śpiąca już bardzo