wtorek, 9 lutego 2010

przytulia czepna...

cóż to takiego?! zapytacie...
przytulia czepna to roślina... ale także: moje dobre wspomnienie z dzieciństwa i ostatnio - skojarzenie z kolorem fioletowym :)
ale po kolei...
przytulia czepna jest niepozorną rośliną jednoroczną, bardzo pospolitą w Polsce... rośnie na łąkach, polach uprawnych, w zaroślach i na przydrożach... jej charakterystyczną cechą jest to, że czepia się innych roślin za pomocą haczykowatych, sztywnych włosków znajdujących się na listkach i łodydze... czepia się zresztą nie tylko roślin ;) czy zdarzyło się Wam podczas wędrówki przez łąkę zostać złapanym przez zielone pędy, które w dotyku były ni to klejące, ni to kłujące.... to właśnie przytulia :) uwielbia się czepiać i przytulać do nogawek spodni albo dłuższych spódnic... czasem nawet nie przepuści skarpetkom....
a wspomnienie?
przytulia czepna to nazwa zapamiętana z wędrówek z Mamą po łąkach i "chaszczach"... to dla mnie także synonim śmiechu i rozbawienia, gdy trzeba było którąś z nas wyplątywać z czułych objęć przytulającej się roślinki... nie raz i nie dwa jeszcze w domu, po powrocie z wyprawy, w zawojach zamaszystych spódnic albo u dołu nogawek znajdowałyśmy resztki zielonej namiętności przytulii....
przytulia czepna ma kilka sióstr i kuzynek, ale żadna z nich nie jest aż taka czepialska :)



a teraz o fioletowym....
uczepił się :) słowo daję - jak ta przytulia...
nie jest kolorem z mojej szafy, choć w przyrodzie bardzo mi odpowiada, a nawet darzę go sentymentem (zwłaszcza jeśli pachnie fiołeczkami na wiosnę, albo gdy zaraz potem w maju zza płotów ogrodów wychyla się do mnie gałęziami bzu... mmmm)...
wśród moich zapasów szmatek (dla niewtajemniczonych - szmatek czytaj tkanin... i to niekiedy bardzo wyszukanych!) fioletu niemal nie było... zwłaszcza, że jest prawie cudem znalezienie niefarbującego fioletowego materiału....
ale do czasu :) najpierw szyłam patchwork w motyle - kolor przewodni lawenda... musiałam rozpocząć polowanie na fiolet... potem drugi patchwork, także z motylkami i znów fiolet z lawendą.... później zaczęły pojawiać się prośby o drobiazgi typu kosmetyczka czy etui na telefon - koniecznie fioletowe oczywiście!...   cóż, skoro na potrzeby pierwszych dwóch projektów zapasy odcieni fioletowych urosły w moich pudłach - to szycie drobiazgów nie było problemem... a z resztek powstały koty patchworkowe ...  w czasie ostatnich kilku miesięcy miałam już DWA pytania o możliwość uszycia patchworka.... zgadnijcie..... taaaa - fioletowego, z motylkami rzecz jasna :) może kieeeeeedyś :-)
coś czuję, że ten fioletowy przytulił się do mnie na dobre... w poprzednim poście pokazywałam poduszkę w stosownej barwie, a wczoraj uszyłam etui na telefon... prośba była wyraźna - f i o l e t o w e  poproszę...
ot co... przytulia czepna przypomniała mi się od razu - mimo zimy skutej lodem i śniegiem zasypanej :))




to.... przytulam :)

sobota, 6 lutego 2010

małe kroki...

uczę się robić małe kroki... "w życiu i w szyciu" że tak powiem :)
bo powrót do zdrowia wymaga cierpliwości, troski o rękę i spowolnienia... "bohaterskie czyny" teraz nie dla mnie... musi być łagodnie, spokojnie, bez presji... więc się presji (którą sama na siebie wywieram niestety) najbardziej opieram... próbuję nie myśleć o zaległych zaległościach... i o tych bieżących też nie...
małe kroczki, małe kroczki... małe!

oto efekt ostatnich tygodni (!), nie dni....
kilkanaście minut dziennie, czasem pół godzinki... wsłuchiwanie się w sygnaly z nadgarstka, że ma dość... 
a skoro małe kroki - to dobrze się złożyło, że akurat na małe formy było zapotrzebowanie :)


znów Joanna powierzyła mi haft :)

prezent na osiemnaste urodziny:
poduszka czyli utulanka osobista :)


prezenciki dla lubiących odpoczywać :)
 

 trochę detali...

dla Pani imię i duuuużo miłości  :)
 

dla Pana imię oraz trochę szeleszczących listków



Poduszkowy sezon 2010 można zatem uznać za otwarty...  i wtulić się miękkość...

środa, 27 stycznia 2010

Anioł do zadań specjalnych...

...w licznych kątkach mojego domu mieszkają anioły... od jakiegoś czasu (mam wrażenie, że od zawsze) właściwie z każdej, nawet najmniejszej, podróży przywożę sobie aniołka oraz kamyczek (ale to inna historia)... otrzymuję też anioły z wypraw i wycieczek Przyjaciół i Zaprzyjaźnionych... z miejsc dalekich i całkiem bliskich... mieszkają więc Anielscy na półkach, parapetach, w oknach, na ścianie w kuchni [czyli w pracowni :)], w przedpokoju, w sypialni... aniołki wszechobecne i wszędobylskie...  aniołki różne-przeróżne... najczęściej ceramiczne, ale i drewniane, szklane, szmaciane,  koronkowe.... maleńkie i całkiem duże nawet... z niektórymi wiążą się cudowne wspomnienia, z niektórymi niezwykłe historie, a jeszcze z innymi spełnione marzenia czy chwile odczarowane z lęku....
kiedyś, gdy będzie więcej światła umożliwiającego robienie zdjęć, pokażę Wam moje anioły...

dziś chcę opowiedzieć o najmłodszym w kolekcji....
...gdy napisałam tu ostatnio, że Anioł Od Ręki potrzebny natychmiast nie przypuszczałam, że prośba ta spełni się w sposób tak niezwykły.... najpierw przyfrunął mail ze słowem otuchy i wiadomością, że anioł w drodze... szczerze mówiąc pomyślałam, że to taka przenośnia... i że chodzi ciepłe myśli, które do mnie płyną od tej Osoby... a tymczasem kilka dni później kurier przyniósł niewielką przesyłkę... wewnątrz był Anioł do zadań specjalnych oraz jego pomocnik - aniołek na drewnianym sercu (niestety przy sztucznym świetle nie  potrafię go sfotografować tak, by był widoczny.....)

oto Anioł Od Ręki :)
od Ofiarodawczyni wiem, że
autorką jest Pani Dorota (www.dobucze.yoyo.pl)


 
Aniołowi, który o mnie pomyślał i tak mnie cudnie obdarował - jeszcze raz dziękuję najmocniej jak umiem... sprawiłaś mi Kochana wielką radość... i odczarowałaś chwilę...   utulam Cię cieplutko...


P.S. melduję, że ręka ma się nieco lepiej :)
o powrocie do szycia pełną parą nie ma mowy na razie (zwłaszcza patchwory dwuipółmetrowce odpadają), ale z każdym dniem jestem lepszej myśli... (i ćwiczę cierpliwość swą niecierpliwą powstrzymując się od pośpiechu i obciążania ręki, hihihi)...



piątek, 15 stycznia 2010

...



Witajcie...
dziś w krótkich słowach...

Wszystkim, Którzy czekają...
na mnie.. na drobiazgi obiecane... na moje szycie...
chcę powiedzieć:
przepraszam, że czekacie... wybaczcie...

i przepraszam, że nie napiszę Każdemu z osobna...

Anioł Od Ręki potrzebny od ręki - czyli od zaraz...
baaaardzo...

sobota, 2 stycznia 2010

utulanki...

za oknem noc, Nowy Rok i cudownie biała zima... mmm... śniegu mamy po kolana... w moich stronach to ostatnimi czasy rzadkość...więc się cieszę jak mała dziewczynka :) tak lubię śnieg... i lubię ten specjalny miękki nastrój "po mojej stronie szyby" - gdy tam za oknem miękko, biało, cicho... a tu... miękko, ciepło, przytulnie.....
baaardzo lubię miękkość... przytulność... ciepło...
ooo tak! jestem zdecydowanie ciepłolubnym stworzeniem... i nie chodzi bynajmniej o żar tropików... tylko  o miłe ciepełko, ciszę, zatulenie... kubek herbaty, kocyk, miękkie światło niedużej lampy... ach...

hmmm... pewnie w imię ulubienia miękkości tak lubię szyć poduszki...
w odchodzącym roku uszyłam ich niestety niewiele... ale za to powstawały na okazje specjalne...

oto po kolei poduszkowe pary....
zdjęcie powiększy się po kliknięciu w nie ;)

***
w podziękowaniu za miseczki z Mi...
hafty to zasługa cierpliwych dłoni D.

 

kocie łapki w narożnikach :)
 

***
podusie zamówione na prezent ślubny...
hafty przecudnej urody wykonane przez D.


 


detale - imię Obdarowanej :)


detale - imię Obdarowanego :)
 

detale - pikowane serduszka na brzegach :)


poduszki wyszły eleganckie
za sprawą złoceń na przepięknej tkaninie zza Oceanu ;)



***
a te stały się prezentem świątecznym...
hafty wyszperane na allegro przez Joannę,
która poduchy ofiarowała swojej Mamie :)




na samą myśl o poduszkach robi się przytulnie, prawda?
...w Nowym Roku życzę więc Wszystkim dobrego nastroju, ciepła i miękkości...
utulam :)