pada... uznać należy, że
wiosenny deszczyk...
w sumie to nawet nie pada, ale tak sobie pokapuje... siąpi... rosi... :)
i paaaachnie... mmm....
skończyłam to, co do uszycia było na dziś pilnie i zaraz oddalam się do porządków wiosennych... więc tylko migiem pokazuję wczorajszy "zwiastun" w pełnym rozkwicie...
Oto powitanie wiosny:
...torebeczka dla Dziesięciolatki, do której to za dwie godziny z urodzinowymi życzeniami pomaszeruje mój Starszy Syn... zastanawialiśmy się coby tu kupić w prezencie... bo to wiecie - poważna sprawa - już nie dziewuszka, a jeszcze nie młodzież... i wymyśliłam, że może cosik uszyję... będzie "jedyny na świecie prezent".. a w tym wieku to takie istotne być "najważniejszym" :) Maciek podskoczył z uciechy!
...po krótkim zwiadzie na temat ulubionych kolorów uzyskałam wiedzę, że Jubilatka owszem lubi różowy, ale już "nie na maksa, mamo" i ma fioletową kurtkę... wypracowany więc został kompromis między tymi kolorami: sztruks o barwie śliwki węgierki, różowe filcowe kwiatki na klapie i różowa podszewka :)
kieszonka na drobiazgi i pilnowatko do kluczy
zapięcie na magnes
klapa jest "luzem" bez zapięcia,
część główna torby pikowana lotem trzmiela,
metka wszyta w widocznym miejscu - dla szyku :)
no cóż... a teraz obowiązki :)
mycie okien odpuszczam na razie, bo ciut chłodno jednak jeszcze, no i ten deszczyk... ale plany porządkowe mam spore... to pozdrawiam i lecę pucować :))